Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa https://poraj.com/ Eksperci od własności intelektualnej Thu, 15 Oct 2026 12:29:39 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=7.0 https://poraj.com/wp-content/uploads/2020/08/favi2.png Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa https://poraj.com/ 32 32 Silna marka… czy tylko ładne logo? Trzy bariery, o których rozmawialiśmy w Chorzowie https://poraj.com/blog/2026/10/11/silna-marka-czy-tylko-ladne-logo/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=silna-marka-czy-tylko-ladne-logo Sun, 11 Oct 2026 16:35:16 +0000 https://poraj.com/?p=10981 Czy markę można skalować albo sprzedać, jeżeli nie jest zarejestrowana? To pytanie wracało na Międzynarodowym Forum Gospodarczym w Chorzowie – na scenie i w kuluarach. Formalnie – można próbować. W…

Artykuł Silna marka… czy tylko ładne logo? Trzy bariery, o których rozmawialiśmy w Chorzowie pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Czy markę można skalować albo sprzedać, jeżeli nie jest zarejestrowana? To pytanie wracało na Międzynarodowym Forum Gospodarczym w Chorzowie – na scenie i w kuluarach. Formalnie – można próbować. W praktyce sprzedajesz wtedy… reputację i ryzyko, a nie prawo.

Tym razem zabieram Was do Chorzowa 🙂 W tym tygodniu miałam przyjemność wziąć udział w panelu „Silna marka” podczas Międzynarodowego Forum Gospodarczego. I jak to często bywa – najciekawsze rozmowy toczyły się nie tylko na scenie. Przed panelem, po panelu, przy kawie, a także przy okazji drugiej dyskusji o silnej marce wracał jeden wątek.

Jak dużo jest wokół marek błędnych przekonań. I jak wiele kosztownych błędów z nich wynika – szczególnie wtedy, gdy marka ma „urosnąć”, przejść w inne ręce albo trafić do nowej spółki.

Bo marka to nie tylko logo i rozpoznawalność. To także – a może przede wszystkim – prawo, które da się wykazać, przenieść i obronić.

Poniżej dzielę się z Wami tym, co z tych rozmów zostało mi w głowie. Ułożyłam to w trzy etapy życia marki – bo na każdym z nich czeka inna pułapka.

Etap 1. Budowanie: marka marketingowa to jeszcze nie marka prawna

Wielu przedsiębiorców na starcie po prostu… zapomina o ochronie prawnej. Wszystko idzie w produkt, komunikację, social media, klientów. I to jest zrozumiałe.

Tylko że wtedy mamy markę w znaczeniu marketingowym – jako kanał komunikacji z klientem. A od strony prawnej brakuje nam instrumentu, który jest stworzony właśnie do jej ochrony: znaku towarowego.

Co zostaje bez rejestracji? Ochrona „zastępcza”: przepisy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, ochrona firmy przedsiębiorcy, ewentualnie prawo autorskie do logo. Ale każdą z nich trzeba za każdym razem udowadniać – że oznaczenie jest używane, rozpoznawalne, że ktoś wprowadza klientów w błąd. To nie jest tarcza. To raczej… lista dowodów do zebrania w stresie.

Dwie rzeczy, które często zaskakują:

  • O pierwszeństwie decyduje zgłoszenie, a nie to, kto pierwszy zaczął używać. Ktoś inny może zgłosić Twoją nazwę – i to Ty będziesz się bronić.
  • Logo często nie należy do firmy. Bez pisemnej umowy przeniesienia autorskich praw majątkowych prawa do grafiki ma nadal grafik.

A jednocześnie – sama rejestracja to też nie koniec historii. Na panelach przywoływany był przykład On Lemon. Katowicki producent lemoniad zaczynał jako John Lemon i – jak sam właściciel opowiadal – miał zarejestrowany znak w EUIPO już w 2014 roku. Mimo to wdowa po Johnie Lennonie, Yoko Ono, zakwestionowała nazwę, powołując się na znak „John Lennon” i dobra osobiste artysty. Spór zakończył się w 2017 roku ugodą: firma zrezygnowała z „John”, a marka stała się ON LEMON.

Moim zdaniem to podwójnie ciekawa lekcja. Z jednej strony – rejestracja nie zastąpi badania, czy nie wchodzimy w cudze, wcześniejsze prawa (także te spoza rejestrów znaków). Z drugiej – ten rebranding się udał, bo marka była mocna nie tylko nazwą: zostały krój, styl, design, smak. Właściciele mówili wtedy, że znikają tylko dwie litery – „JOHN is ON” 😉 Nie każdemu się tak szczęśliwie składa. 

Etap 2. Umowy i skalowanie: czego właściwie udzielasz licencji?

Drugi etap to moment, w którym marka ma pracować także cudzymi rękami: licencje, franczyza, dystrybutorzy, wejście na marketplace’y, nowe rynki.

I tu znowu brakuje ochrony – a bez niej trudno dobrze zrealizować plan:

  • Licencja i franczyza – trudno udzielić licencji na coś, czego wyłączności nie da się wykazać. Franczyzobiorca (i jego bank) zapyta o numer prawa.
  • Marketplace’y – programy ochrony marki, np. Amazon Brand Registry, opierają się na zarejestrowanym lub zgłoszonym znaku.
  • Nowe rynki – ochrona jest terytorialna. Rozpoznawalność w Polsce nic nie daje w Niemczech czy w Azji. Tam startujesz od zera.

W panelach przewijał się też wątek, który bardzo lubię, bo jest tak „niewidoczny”: używanie marki, która formalnie należy do spółki zagranicznej – matki, wspólnika, dawnego właściciela. Na co dzień nikt o tym nie myśli. Ale konsekwencje potrafią być poważne: polska spółka latami buduje wartość cudzego aktywa, czasem płaci za licencję, a gdy relacja się kończy, zmienia się właściciel albo pojawiają się kłopoty finansowe – marka idzie tam, gdzie jest prawo, a nie tam, gdzie była praca.

Etap 3. Kupno i sprzedaż: czy ta marka jest naprawdę Twoja?

Trzeci etap – moim zdaniem kluczowy (choć oczywiście etapów jest więcej). Chcemy markę kupić albo sprzedać.

Jeśli kupujesz – musisz zrobić due diligence: sprawdzić, co dokładnie nabywasz i ile to jest warte. Jeśli sprzedajesz – musisz wiedzieć, czy marka jest prawnie Twoją, w cudzysłowie, „własnością”. Bo bez rejestracji kupujący nie dostaje prawa, które można przenieść i wpisać do rejestru. Wartość marki rozpływa się w ogólnym „goodwill”, a w raporcie z badania staje się ryzykiem zamiast aktywem. I cena idzie w dół.

Jak to wygląda, gdy prawo jest? Dobrym przykładem jest DUKA – marka o szwedzkich korzeniach, obecna w Polsce od 1999 roku, od 2013 roku w rękach polskiej grupy. Po trudnych latach i sanacji, według doniesień mediów, w 2025 roku inwestor – Biesiada Invest – przejął przez nową spółkę prawa do marki, salony, umowy z dostawcami i pracownikami, ale bez długów dotychczasowej spółki. 

Krótko mówiąc: marka była tym ciekawym  aktywem, które chciano  wyjąć ze spółki w kłopotach i sprzedać. To możliwe tylko wtedy, gdy jest co przenieść – czyli gdy marka istnieje nie tylko w głowach klientów, ale też w rejestrze i oczywiście są spełnione inne wymogi. 

To samo dotyczy przekształceń. Jeśli w tle jest pomysł, by wypracowaną często latami markę wnieść do spółki jako wkład – potrzebujesz prawa, które da się wycenić i wnieść. Sympatii klientów aportem nie wniesiesz 🙂

Nie chodzi o pytanie CZY masz markę. Chodzi o pytanie JAK ją masz

Dlatego bardzo, bardzo zachęcam: budujcie markę świadomie. I zweryfikujcie ją – niezależnie od tego, na jakim etapie jesteście. Szczególnie jeżeli gdzieś w tle jest pomysł na skalowanie, inwestora, sprzedaż albo przekształcenie.

Niezbędny jest audyt praw. 

Między „mamy markę” a „mamy aktywo, które można skalować i sprzedać” jest drobny krok… który zmienia bardzo wiele.

Bardzo dziękuję organizatorom Forum i wszystkim, z którymi mogłam porozmawiać – na scenie i w kuluarach. Te rozmowy to dla mnie najlepszy dowód, że temat żyje. I za to jestem wdzięczna.

👉 Chcesz szybko sprawdzić, gdzie stoi Twoja marka? Zrób quiz „Czy Twoja marka jest naprawdę Twoja?” – 12 pytań: edu.poraj.com/marka

👉 Wolisz porozmawiać wstępnie czy to Ciebie dotyczy? Zapraszam na 30-minutową konsultację: edu.poraj.com/konsultacja

A Wy – wiecie, na kogo jest zarejestrowana Wasza marka? Napiszcie mi: acybulka@poraj.com 🙂Źródła do przykładów:

On Lemon / John Lemon: dlahandlu.pl, 15.09.2017

DUKA: xyz.pl, eska.pl

Artykuł Silna marka… czy tylko ładne logo? Trzy bariery, o których rozmawialiśmy w Chorzowie pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Czy Twoja marka jest naprawdę Twoja? Trzy historie z IP Summer Session https://poraj.com/blog/2026/09/20/czy-twoja-marka-jest-naprawde-twoja-trzy-historie-z-ip-summer-session/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=czy-twoja-marka-jest-naprawde-twoja-trzy-historie-z-ip-summer-session Sun, 20 Sep 2026 14:55:15 +0000 https://poraj.com/?p=10733 „Przecież to moja marka. Wymyśliłem ją, zbudowałem, płacę za reklamy.” To zdanie słyszę bardzo często. Na konsultacji, przy kawie, w przerwie szkolenia. I prawie zawsze pada w tym samym momencie…

Artykuł Czy Twoja marka jest naprawdę Twoja? Trzy historie z IP Summer Session pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>

„Przecież to moja marka. Wymyśliłem ją, zbudowałem, płacę za reklamy.”

To zdanie słyszę bardzo często. Na konsultacji, przy kawie, w przerwie szkolenia. I prawie zawsze pada w tym samym momencie – wtedy, gdy okazuje się, że prawo widzi to… inaczej.

Tego lata, przez dziewięć czwartków IP Summer Session, opowiadaliśmy z Uladzimirem historie. Nie paragrafy – historie. Bo każda sprawa to historia jakiegoś człowieka: jego pomysłowości, energii, kreatywności. Dziś wybrałam trzy, które zadają dokładnie to jedno pytanie: czy Twoja marka jest naprawdę Twoja?

👉 Jeśli wolisz od razu sprawdzić swoją – zrób bezpłatny test (12 pytań, 10 minut). A jeśli masz chwilę na historie – zaczynamy w Australii.

Historia pierwsza: gigant, który musiał zmienić nazwę

Logo Hungry Jack's – australijskiej sieci restauracji

Ta sama sieć, dwie nazwy. W Australii Burger King od ponad 50 lat działa jako Hungry Jack's.


Źródło:
Wikimedia Commons.
Public Domain. Logo stanowi znak towarowy Hungry Jack's.

Rok 1970. Jack Cowin kupuje franczyzę Burger Kinga na całą Australię. Wszystko gotowe – marka znana na świecie, plan, pieniądze. Co może pójść nie tak?

Okazuje się, że w Adelajdzie od lat działa lokal Dona Dervana. Sprzedaje burgery. Pod nazwą… „Burger King”. I – co najważniejsze – ma ten znak zarejestrowany.

Gigant musi się przemianować. Z listy znaków spółki-matki wybiera nazwę mąki naleśnikowej: Hungry Jack. Dodaje apostrof i „s”. I tak jest do dziś – ponad 480 restauracji w całym kraju, a szyldu Burger King tam nie zobaczycie.

Kiedyś zapytałabym: jak to możliwe, przecież to oni zbudowali tę markę? Dziś wiem – w tej sprawie to nie ma znaczenia. Marka należy do tego, kto ją zarejestrował – nie do tego, kto ją wymyślił. I jeszcze jedno: znak jest terytorialny. Kończy się na granicy.

👉 Więcej takich „bomb” – w tym łysego pana, który w każdym kraju nazywa się inaczej – znajdziesz we wpisie Nie tylko Burger King. Trzy bomby i jeden łysy pan o wielu nazwach. A jeśli chcesz sprawdzić, czy Twoja nazwa nie jest już zajęta, zajrzyj do przewodnika Jak sprawdzić, czy znak towarowy jest zajęty? Krok po kroku.

Historia druga: dwaj bracia i marka, której nie dało się przepiłować

Rzeka Aurach w Neuses koło Erlangen w Bawarii

Herzogenaurach. Jedna rodzina, dwie firmy, jedna rzeka pośrodku.


Fot. Janericlobee,
Wikimedia Commons,
CC BY 3.0.
Fotografia przedstawia rzekę Aurach w Neuses koło Erlangen.

Teraz Bawaria. Małe miasteczko Herzogenaurach, rzeka Aurach.

1924 rok – bracia Adolf i Rudolf Dasslerowie zakładają wspólną firmę. Buty sportowe szyte w domu rodzinnym, na początku w kuchni matki. W 1936 roku w Berlinie Jesse Owens zdobywa cztery złote medale – w ich butach. Lepszej reklamy nie dało się wtedy kupić.

A potem przychodzi rok 1948. Wojna, urazy, zdanie rzucone w schronie – wersji konfliktu jest kilka, skutek jeden. Bracia dzielą firmę. Maszyny, budynki, ludzi – wszystko da się policzyć i podzielić.

Poza jedną rzeczą.

Marka, która ubrała mistrza olimpijskiego, po prostu przestała istnieć. Rudolf zaczął od nowa – najpierw jako RUDA, wkrótce jako Puma. Adolf w 1949 roku – jako adidas. Dwie firmy po dwóch stronach tej samej rzeki. A miasteczko na lata podzieliło się tak, że po butach poznawało się, po której stronie stoisz.

Moim zdaniem to jedna z najpiękniejszych i najsmutniejszych lekcji IP, jakie znam. Bo znaku nie da się przepiłować na pół. Zostaje przy jednym albo znika. Współwłasność brzmi sprawiedliwie – do pierwszej decyzji, na którą potrzebujesz zgody kogoś, z kim już nie rozmawiasz.

W kancelarii Poraj widzimy to niestety regularnie: znak zgłoszony „na szybko” na jednego ze wspólników, a nie na spółkę. Po rozstaniu to on jest właścicielem w rejestrze – a firma negocjuje prawo do własnej nazwy.

Pytanie do Ciebie: na kogo jest zarejestrowany Twój znak? Na spółkę? Na Ciebie? Na wspólnika, który „akurat miał czas i to zgłosił”? A skoro marka bywa najcenniejszym składnikiem firmy – warto wiedzieć, ile jest warta. O tym piszemy w artykule Wszystko o wycenie znaków towarowych na początek.

Historia trzecia: logo znikąd

Szkic logo na kartce i generator AI — kto jest autorem logo firmy?

Kto jest autorem? Jeśli nikt nie pamięta — to już jest odpowiedź. I problem.

Grafika wygenerowana przy użyciu AI.

Trzecia historia nie ma sławnych bohaterów. Ma za to wiele wersji, które słyszymy na konsultacjach.

„Logo? Oj, to było wieki temu. Chyba robił je znajomy znajomego… a może stażysta?”

„Szwagier narysował na serwetce, a potem ktoś to przerysował.”

„Wygenerowałem w AI w pięć minut. Fajne, prawda?”

Fajne. Tylko… czyje?

Logo jest na opakowaniach, na stronie, na samochodach firmowych. Firma używa go od lat i nikt nie zadaje pytań. Do dnia, w którym pytanie pada: przy zgłoszeniu znaku, przy sprzedaży biznesu, w due diligence inwestora albo wtedy, gdy na rynku pojawia się naśladowca. „Kto jest autorem? Gdzie jest umowa?”

Cisza.

Bo jeśli nie wiesz, kto stworzył logo, nie masz od kogo nabyć praw. A bez pisemnej umowy przeniesienia autorskich praw majątkowych – z wymienionymi polami eksploatacji – prawa zostają przy twórcy. Nawet jeśli dawno temu zapłaciłeś fakturę. Nawet jeśli twórca dawno zniknął z horyzontu.

Z AI jest jeszcze ciekawiej. Grafika wygenerowana bez twórczego wkładu człowieka zwykle w ogóle nie jest chroniona prawem autorskim. Brzmi jak dobra wiadomość – nikt Ci jej nie odbierze? Niestety działa to w obie strony. Skoro nie jest niczyja, może ją skopiować… każdy. A generator mógł „przypadkiem” podsunąć coś bardzo podobnego do cudzego znaku.

Co wtedy? Nie chodzi o panikę – chodzi o porządek:

  • ustal autora i zabezpiecz prawa na piśmie (gotowy wzór: Umowa o przeniesienie praw do logotypu z konsultacją),
  • logo z AI zgłoś jako znak towarowy – rejestracja daje prawo wyłączne tam, gdzie prawo autorskie nie sięga,
  • sprawdź, czy nie przypomina cudzego znaku, zanim trafi na produkty.

👉 Jak prawo autorskie i prawo do znaku towarowego się uzupełniają, tłumaczymy w cyklu Prawo ochronne na znak towarowy a prawo autorskie. O tym, kiedy i jak oznaczać treści tworzone z AI, piszemy we wpisie Używasz AI? Oznaczaj treści – kiedy i jak?, a szerszą refleksję znajdziesz na moim blogu: AI – twórca, narzędzie, naśladowca czy złodziej?

Co łączy te trzy historie?

Żadna nie wymagała złej woli. Nikt tu nikogo nie oszukał. Wystarczyła luka, której nikt w porę nie zauważył.

I to jest dla mnie najważniejsze. Marka to nie logo – to prawo do niego. Nie nazwa w KRS, nie domena, nie profil na Instagramie. Nie to, kto był pierwszy na rynku, tylko to, kto pierwszy zgłosił znak, na kogo – i czy ma papiery do tego, co zgłosił. Z jednej strony brzmi to prosto. Z drugiej – życie pisze swoje scenariusze.

Sprawdź swoją markę w 10 minut – bezpłatnie

Bezpłatny test Poraj: Czy Twoja marka jest naprawdę Twoja? 12 pytań dla właścicieli marek

Czy Twoja marka jest naprawdę Twoja? Sprawdź to w bezpłatnym teście Poraj.

Grafika wygenerowana przy użyciu AI.

Dlatego przygotowaliśmy test: „Czy Twoja marka jest naprawdę Twoja?”

To nie jest egzamin. To raczej lustro. 12 pytań, 10 minut, bez prawniczego żargonu. Po teście:

  • wiesz, na czym stoisz – w czterech obszarach: rejestracja, własność, bezpieczeństwo i utrzymanie ochrony,
  • widzisz swoje luki czarno na białym – zamiast ogólnego „chyba jest dobrze”,
  • masz plan na 30 dni – tydzień po tygodniu, co sprawdzić i co zabezpieczyć, nawet jeśli zrobisz to sam(a).

Jedna prośba: odpowiadaj szczerze. „Nie wiem” to też odpowiedź – i bardzo ważna informacja.

Test jest bezpłatny. Kosztuje Cię tylko 10 minut uwagi – i odrobinę szczerości wobec własnej marki. To nasz sposób, żeby pierwszy krok był naprawdę łatwy.


Zrób bezpłatny test →

A jeśli test pokaże luki?

Test mówi, gdzie jest luka. Konsultacja mówi, co z nią zrobić – i w jakiej kolejności.

W 30 minut przejdziemy razem przez Twój wynik. Wychodzisz z rozmowy z:

  • jasnością – wiesz, co i na kogo jest dziś zarejestrowane, bez samodzielnego przekopywania się przez bazy i rejestry,
  • listą priorytetów – oddzielamy to, co pilne, od tego, co może poczekać, więc nie wydajesz pieniędzy na rzeczy, które dziś nie są potrzebne,
  • konkretnym pierwszym krokiem – takim, który możesz zrobić jeszcze w tym tygodniu,
  • spokojem – zamiast „chyba jest dobrze” wiesz, że Twoja marka jest naprawdę Twoja. Albo wiesz dokładnie, co zrobić, żeby była.

Inwestycja: 340 zł netto za 30 minut. To ułamek tego, ile kosztuje zmiana nazwy, rebranding albo spór o markę – o czasie i nerwach nie wspominając. Cennik mamy jawny, więc wiesz z góry, ile zapłacisz. Bez niespodzianek.


Umów konsultację – 340 zł netto →

Między czymś dobrym a wspaniałym jest drobny krok. Czasem ten krok to po prostu sprawdzenie, na kogo jest zarejestrowany znak – i kto naprawdę narysował Twoje logo.

A teraz pytanie do Ciebie: która z tych trzech historii zrobiła na Tobie największe wrażenie? I co pokazał test? Napisz do mnie: acybulka@poraj.com.

Anna Cybulka
rzecznik patentowy, Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa


Wpis ma charakter edukacyjny i nie stanowi porady prawnej.
Historie Burger King / Hungry Jack's oraz braci Dasslerów pochodzą z sesji 2 i 8 IP Summer Session 2026.
Do końca września można
kupić nagrania po cenie „technicznej”.

Artykuł Czy Twoja marka jest naprawdę Twoja? Trzy historie z IP Summer Session pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Używasz AI? Oznaczaj treści – kiedy i jak? https://poraj.com/blog/2026/07/30/uzywasz-ai-oznaczaj-tresci-kiedy-i-jak/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=uzywasz-ai-oznaczaj-tresci-kiedy-i-jak Thu, 30 Jul 2026 14:42:29 +0000 https://poraj.com/?p=10650 Aktualizacja (2 sierpnia 2026) Kiedy pisałam ten tekst, nie spodziewałam się, że wątek memoryzacji wróci do mnie tak szybko — i to sam. Na LinkedIn wyświetlił mi się artykuł prof.…

Artykuł Używasz AI? Oznaczaj treści – kiedy i jak? pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Aktualizacja (2 sierpnia 2026)

Kiedy pisałam ten tekst, nie spodziewałam się, że wątek memoryzacji wróci do mnie tak szybko — i to sam. Na LinkedIn wyświetlił mi się artykuł prof. Ryszarda Markiewicza „Przeciw ochronie prawnoautorskiej dla tzw. memoryzacji utworów”, dotyczący dokładnie zagadnienia, które jest sercem monachijskiego wyroku.

Już sam tytuł zdradza, że prof. Markiewicz idzie w stronę inną niż sąd w Monachium. I właśnie dlatego przeczytam go jeszcze raz, spokojnie i z uwagą. Ale już teraz Ci go polecam — bo to głos, którego w tej dyskusji po prostu warto wysłuchać.

Na razie tylko przejrzałam. I mam parę wątpliwości… Nie jestem pewna, czy ze wszystkim się zgadzam. Ale może właśnie o to chodzi — nie o to, żeby od razu przyznać komuś rację, lecz żeby dać sobie czas na własne pytania.

Artykuł prof. Markiewicza znajdziesz tutaj:
Przeciw ochronie prawnoautorskiej dla tzw. memoryzacji utworów
(materiał dostępny dla użytkowników systemu LEX)

A ja jestem naprawdę ciekawa Twojego zdania. Zgadzasz się z tezą o memoryzacji — czy masz podobne wątpliwości co ja?

Napisz do mnie: acybulka@poraj.com


2 sierpnia 2026: obowiązek oznaczania treści AI. Co realnie musisz zmienić w swojej firmie?

Większość przedsiębiorców myśli, że AI Act to sprawa Big Techu — dostawców ChatGPT, Midjourney czy Sory. Prawda jest taka, że od 2 sierpnia 2026 roku nowy obowiązek dotyczy też Ciebie — jeśli w swojej firmie korzystasz z AI do tworzenia grafik, wideo, nagrań audio czy niektórych tekstów.

To nie jest kolejny przepis, który można odłożyć na później. Termin jest już za progiem.

Co dokładnie wchodzi w życie

Podstawą jest art. 50 rozporządzenia (UE) 2024/1689, czyli AI Act — konkretnie ustęp 4, który reguluje obowiązki podmiotów stosujących systemy AI (czyli firm i osób, które z AI korzystają, niekoniecznie je tworzą).

Ważne: tzw. Digital Omnibus odroczył część innych obowiązków AI Act — głównie tych dotyczących systemów wysokiego ryzyka. Ale obowiązek przejrzystości z art. 50 zostawił bez zmian. Wchodzi w życie zgodnie z pierwotnym harmonogramem: 2 sierpnia 2026 r.

Oznaczenia wymagają dwie sytuacje

1. Deepfake’i

Obrazy, materiały wideo lub audio wygenerowane albo zmanipulowane przez AI, które mogą uchodzić za autentyczne — musisz ujawnić, że powstały sztucznie.


Przeczytaj więcej o deepfake’ach i ochronie marki →

2. Teksty o sprawach publicznych

Jeśli publikujesz tekst wygenerowany lub zmieniony przez AI, którego celem jest informowanie społeczeństwa o sprawach interesu publicznego — również wymaga oznaczenia.

Kogo to nie dotyczy — wyjątek, który warto znać

Przepis przewiduje ważne zwolnienie: obowiązek oznaczania nie obejmuje treści, które przeszły weryfikację i kontrolę redakcyjną, jeśli odpowiedzialność redakcyjną za publikację ponosi konkretna osoba fizyczna lub prawna.

W praktyce: standardowy artykuł blogowy albo opis produktu przygotowany z pomocą AI, ale zredagowany i zatwierdzony przez człowieka, nie wymaga automatycznego oznaczenia wyłącznie z tego powodu.

Drugi wyjątek dotyczy twórczości artystycznej, satyrycznej i fikcyjnej — tu obowiązek ogranicza się do dyskretnego ujawnienia, które nie zakłóca odbioru dzieła.

Trzy przykłady z życia firmy

Żeby nie zostać przy teorii — zobacz, jak to wygląda w codziennej praktyce:

Agencja marketingowa

Agencja marketingowa generuje w AI realistyczny film z „zadowolonym klientem”, który w rzeczywistości nie istnieje. To klasyczny deepfake — widz może wziąć go za autentyczny. Oznaczenie konieczne.

Sklep internetowy

Sklep internetowy tworzy w AI zdjęcia produktowe i banery reklamowe, oczywistą grafikę marketingową, której nikt nie pomyli z prawdziwym zdjęciem. Ryzyka wprowadzenia w błąd co do autentyczności nie ma. Obowiązek zwykle nie powstaje — ale decyduje konkret, nie ogólna zasada.

Firma usługowa

Firma usługowa publikuje na blogu artykuł ekspercki napisany z pomocą ChatGPT, ale przeczytany, poprawiony i zatwierdzony przez właściciela, który bierze za niego odpowiedzialność. Wyjątek redakcyjny działa — automatyczne oznaczenie nie jest wymagane.

Widzisz różnicę?

Kluczowe pytanie nie brzmi „czy użyłem AI?”, tylko „czy odbiorca może zostać wprowadzony w błąd co do autentyczności treści?”.

Ile grozi za brak oznaczenia

Sankcje robią wrażenie: do 15 mln euro lub 3% rocznego światowego obrotu firmy.

W Polsce organem nadzorczym ma być Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, powoływana na mocy ustawy, która czeka na podpis prezydenta. Opóźnienie w powołaniu regulatora nie oznacza jednak, że można zwlekać z wdrożeniem — obowiązek działa od 2 sierpnia niezależnie od tego, kiedy organ zacznie realnie egzekwować przepisy.

Co zrobić przed 2 sierpnia — cztery kroki

1. Zrób audyt

Zmapuj wszystkie miejsca w firmie, gdzie AI generuje grafiki, wideo, audio lub teksty publikowane na zewnątrz. Często okazuje się, że AI działa nie tylko w ChatGPT, ale też w narzędziach do marketingu, obsługi klienta i produkcji graficznej.

2. Ustal, co faktycznie podlega obowiązkowi

Nie każda grafika czy tekst wspierany przez AI wymaga oznaczenia. Kluczowe jest ryzyko wprowadzenia w błąd co do autentyczności treści.

3. Wprowadź prostą procedurę wewnętrzną

Kto decyduje o oznaczeniu, w jakiej formie, gdzie to dokumentujecie.

4. Przeszkol zespół

Marketing, sprzedaż, obsługę klienta — każdego, kto tworzy treści z użyciem AI.

Nie masz pewności, czy Cię to dotyczy?

Doradztwem z zakresu AI Act i ochrony marki zajmujemy się na co dzień. Jeśli nie wiesz, czy Twoje treści wymagają oznaczenia — skontaktuj się z nami.

Sprawdzimy, gdzie jest ryzyko, a gdzie potencjał — bez zbędnej biurokracji i bez domysłów.

Możemy też zacząć od audytu IP: konkretnej listy tego, co masz, co jest chronione i co wymaga decyzji w najbliższych tygodniach.

Źródła


📄 AI Act Service Desk – Artykuł 50 (komentarz Komisji Europejskiej)


📄 EUR-Lex – Rozporządzenie (UE) 2024/1689 (pełny tekst AI Act)


Ten artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Konkretną sytuację najlepiej ocenić indywidualnie — chętnie pomożemy.

Artykuł Używasz AI? Oznaczaj treści – kiedy i jak? pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Nie kropla – cyklon. Monachium, OpenAI i „być albo nie być” twórców https://poraj.com/blog/2026/07/26/nie-kropla-cyklon/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=nie-kropla-cyklon Sun, 26 Jul 2026 12:02:47 +0000 https://poraj.com/?p=10618 Nie kropla – cyklon. Monachium, OpenAI i „być albo nie być” twórców Zacznijmy nie od AI, lecz od oka cyklonu. Bo kiedy patrzymy na sztuczną inteligencję, łatwo dać się zahipnotyzować…

Artykuł Nie kropla – cyklon. Monachium, OpenAI i „być albo nie być” twórców pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Nie kropla – cyklon.

Monachium, OpenAI i „być albo nie być” twórców

Zacznijmy nie od AI, lecz od oka cyklonu.

Bo kiedy patrzymy na sztuczną inteligencję, łatwo dać się zahipnotyzować technologią — modelami, parametrami, promptami, trickami, szybkością, formą. A ja chciałabym, żebyśmy na chwilę spojrzeli w drugą stronę. Na to, co ten wir zasysa. Na teksty piosenek, wiersze, obrazy, zdjęcia — na całe życie twórców, które gdzieś tam, w środku maszyny, zostało… wchłonięte. AI to niesamowite narzędzia, to jednak biznes, ktoś na tym zarabia.

11 listopada 2025 roku Sąd Krajowy w Monachium (Landgericht München I) wydał wyrok, o którym — jestem przekonana — będziemy jeszcze długo rozmawiać (sygn. 42 O 14139/24). To jeden z pierwszych w Europie wyroków, który wprost mówi: trening generatywnej AI na cudzej twórczości bez licencji może być naruszeniem prawa autorskiego. I mówi to nie w imieniu wielkich platform. Mówi to — w imieniu twórców.

Po jednej stronie stanęła GEMA — niemiecka organizacja zbiorowego zarządzania, reprezentująca autorów i kompozytorów. Po drugiej — dwie spółki z grupy OpenAI: irlandzka (od grudnia 2023 udostępnia chatbota użytkownikom w Europie) i amerykańska (od premiery ChatGPT w listopadzie 2022) — odpowiedzialne solidarnie. Sedno sprawy? Modele GPT-4 i GPT-4o były trenowane m.in. na tekstach niemieckich piosenek. Bez zgody. Bez licencji. A potem, po prostym — jak podkreślił sąd, „nieprowokującym” — promptcie, ChatGPT potrafił odtworzyć te teksty niemal jeden do jednego.

Dziewięć utworów — i jeżeli uczyliście się niemieckiego lub interesowaliście muzyką niemiecką to z pewnoścą coś rozpoznacie. Lista utworów, których dotyczy ten wyrok jest mi w sporej części znana, częściwo jest w Niemczech “kultowa” i tym bardziej ten wyrok mnie osobiście także poruszył. I tak na liście w pozwie znalazł się „Atemlos” (Kristina Bach), „36 Grad”, „Bochum” i „Männer” Herberta Grönemeyera, „Über den Wolken” Reinharda Meya, „Junge”, oraz „Es schneit”, „In der Weihnachtsbäckerei” i „Wie schön, dass du geboren bist” Rolfa Zuckowskiego.

Zatrzymajmy się przy dwóch z nich. Bo zanim porozmawiamy o parametrach modelu, chciałabym, żebyśmy najpierw usłyszeli to, o co naprawdę toczy się gra:

YOUTUBE /SPOTIFY:

🎧 Reinhard Mey — „Über den Wolken” (posłuchaj) | https://open.spotify.com/track/0IG6goJ5aYDZDqahHQXjyf

🎧 Herbert Grönemeyer — „Männer”, live 1984 (posłuchaj) |https://open.spotify.com/track/2PfEAFaaLabTXfmlV58LIj

To nie są „dane treningowe”. To są piosenki, przy których ktoś płakał, tańczył, żegnał kogoś bliskiego, wzruszał się. I to je sąd w Monachium postanowił chronić choć one są kroplą w morzu ocenanu.

Teraz najciekawsze. OpenAI broniło się tak, jak branża AI broni się zwykle: model to „czarna skrzynka”, nie przechowuje żadnych danych, a wynik to statystyczna synteza, nie kopia — a zapamiętywanie tekstów nazwali „rzadkim błędem”. Sąd tego nie podzielił. Uznał, że jeśli utwór wchodzi do modelu jako input i wychodzi jako niemal identyczny output — to, dla celów prawa autorskiego, musi być w tym modelu również… zawarty.

To zjawisko ma swoją nazwę: memoryzacja. Zapamiętanie utworu w parametrach modelu. I właśnie to zapamiętanie sąd uznał za zwielokrotnienie (reprodukcję) w rozumieniu prawa autorskiego (§16 niemieckiej ustawy UrhG). Nie chodzi o techniczne detale, jak dokładnie tekst jest osadzony w modelu. Chodzi o to, że jest tam obecny — i daje się odtworzyć.

A co z wyjątkiem, na który tak liczy cała branża — text and data mining, czyli eksploracja tekstów i danych (art. 4 dyrektywy DSM, §44b UrhG)? Sąd rozłożył trening na trzy fazy: tworzenie zbioru treningowego, samo trenowanie modelu i jego używanie. I powiedział wprost: wyjątek TDM może obejmować analizę danych — ale nie obejmuje trwałego zapamiętania utworu w modelu. Bo memoryzacja nie służy już „pozyskaniu informacji”. A dodatkowo GEMA zastrzegła swoje prawa (opt-out – pisałam o takiej możliwości tutaj) — w warunkach licencyjnych i na stronie. Rozciągnięcie wyjątku na zapamiętywanie zostawiłoby twórców… bez ochrony.

I jeszcze jedno — moim zdaniem najważniejsze dla nas wszystkich, którzy patrzą na to z pewnej perspektywy lub od strony twórcy. Kto za to odpowiada? OpenAI próbowało przerzucić odpowiedzialność na użytkowników — to przecież oni wpisują prompt. Sąd się nie zgodził. To operator wybiera dane treningowe, projektuje architekturę modelu i decyduje o jego udostępnieniu. Odpowiada więc bezpośrednio — jak sprawca, nie jak pośrednik.

A teraz zobaczcie, co sąd realnie nakazał — bo to nie jest symboliczne orzeczenie.

Obie spółki OpenAI mają przestać zwielokrotniać te teksty i w samym modelu, i w odpowiedziach chatbota, pod groźbą kary do 250 000 euro za każde naruszenie. Mają przedstawić GEMA rozliczenie: ile razy to robiły i ile na tym zarobiły. Mają naprawić szkodę — przeszłą i przyszłą. A na koniec —także wymiar edukacyjny i medialny — GEMA dostała prawo publikacji sentencji wyroku na ćwiartce strony w „Süddeutsche Zeitung”, w dziale gospodarczym, na koszt OpenAI.

I tu dochodzimy do tego, co nie daje mi spokoju w sprawach związanych z AI. Skala.

Tu mówimy o dziewięciu utworach w jednej sprawie. Ale te dziewięć to maleńki, wybrany fragment — a sama memoryzacja, jak przyznano w sprawie, dotyczyć może co najmniej 1% danych treningowych. Choć szczerze to mam przeczucie, że dane te mogą się w rzeczywistości jeszcze bardziej różnić. Ile tekstów, wierszy, artykułów, zdjęć, melodii siedzi „zapamiętanych” w modelach, których używamy każdego dnia? Jak bardzo ta skala może zaważyć na być albo nie być twórców — na tym, czy pisanie, komponowanie, fotografowanie wciąż będzie istniało i umożliwało tworzenie i utrzymywanie się z takiej pracy? Trudno to sobie nawet wyobrazić.

Nie mówimy o naruszeniu „kropli” deszczu. Mówimy o prawdziwym cyklonie.

To jednak początek. Po pierwsze: wyrok nie jest prawomocny. OpenAI zapowiedziało apelację do Wyższego Sądu Krajowego w Monachium (OLG München), a ostatnie słowo i tak może kiedyś należeć do Trybunału Sprawiedliwości UE. I uczciwie — to nie był nokaut: część roszczeń sąd oddalił, a koszty rozłożył mniej więcej 80/20 na niekorzyść OpenAI. Zwycięstwo, ale z gwiazdką. Po drugie: za oceanem wiatr wieje inaczej. Amerykańskie sądy w sprawach przeciwko Anthropic czy Meta bywały dla firm AI o wiele łaskawsze. Ten sam problem, dwa światy — Europa, która pyta o twórcę , i USA, które pyta o innowację. Moim zdaniem chodzi o innowacje ale z poszanowaniem praw innych osób.

Są też pytania, które zostają otwarte. Czy każde zapamiętanie to już reprodukcja — czy tylko takie, które da się wydobyć „rozsądnym wysiłkiem”? I co z wykonaniem wyroku, skoro sama OpenAI twierdzi, że technologii „oduczania” modelu — po prostu nie ma? Czy faktycznie nie ma? Czy można to stworzyć lub jak to można rozwiązać?

Nie wiem, jak potoczy się apelacja. Mam jednak wrażenie, że w oku tego cyklonu — tam, gdzie na moment robi się cicho — pada dziś ważne pytanie. Nie „czy AI wolno się uczyć?”. Ale: „na czyj koszt?”.

Bo prawo autorskie nigdy nie było o tym, żeby zatrzymać technologię. Było o tym, żeby ten, kto tworzy, miał w tym wszystkim swoje miejsce. I swój głos.

Kropla drąży skałę. A cyklon? Cyklon potrafi zmienić mapę – mapę świata, mapę zawodów, mapę prawa.

Gdybyśmy mieli wypić razem kawę — o co chciałabyś, chciałbyś mnie przy tym wyroku zapytać? Napiszcie: acybulka@poraj.com. Naprawdę jestem ciekawa, co ta sprawa robi z Wami.


Do poczytania u źródła:

Wyrok w sprawie Gemma vs. OpenAI: [https://drive.google.com/file/d/16ClJJrqht2mmx4amRXQg2L3eGPNuCAnD/view?usp=drive_link

• Verfassungsblog — Munich Regional Court’s Ruling in GEMA v. Open AI

• Bird & Bird — Landmark ruling of the Munich Regional Court (GEMA v OpenAI)

• EUIPO — Recent case law: memorization and temporary copies in model training

Artykuł Nie kropla – cyklon. Monachium, OpenAI i „być albo nie być” twórców pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Nie tylko Burger King. Trzy bomby i jeden łysy pan o wielu nazwach https://poraj.com/blog/2026/07/12/nie-tylko-burger-king-trzy-bomby-i-jeden-lysy-pan-o-wielu-nazwach/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=nie-tylko-burger-king-trzy-bomby-i-jeden-lysy-pan-o-wielu-nazwach Sun, 12 Jul 2026 11:47:40 +0000 https://poraj.com/?p=10567 📌 Ten artykuł nawiązuje do drugiego spotkania z cyklu Summer IP Sessions 2026 oraz wcześniejszej historii marki Burger King, która w Australii funkcjonuje pod nazwą Hungry Jack’s. Niedawno opowiadałam Wam…

Artykuł Nie tylko Burger King. Trzy bomby i jeden łysy pan o wielu nazwach pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
📌 Ten artykuł nawiązuje do drugiego spotkania z cyklu Summer IP Sessions 2026 oraz wcześniejszej historii marki Burger King, która w Australii funkcjonuje pod nazwą Hungry Jack’s.

Niedawno opowiadałam Wam o marce, która tyka – o tym, jak Burger King w Australii do dziś nazywa się Hungry Jack’s, bo ktoś zdążył zarejestrować tę nazwę osiem lat przed nim. Powiedziałam wtedy, że niechroniona albo źle chroniona marka to nie ryzyko „gdzieś w przyszłości”. To bomba z timerem, który już odlicza.

I może myślicie:

„No dobrze, ale to jeden australijski wyjątek. Ciekawostka.”

Otóż… nie. To reguła, nie wyjątek.

Bo świat jest pełen marek, które ktoś inny zarejestrował albo przejął. Tym razem zabieram Was do trzech takich historii. Dwóch ze świata i jednej całkiem stąd, znad Wisły.

Trzy różne bomby. Każda uczy czegoś innego.

1. Apple – kupili iPada „na całym świecie”. Poza jednym miejscem

W 2009 roku Apple, działając przez spółkę pośredniczącą, kupił prawa do nazwy „iPad” w kilku krajach od tajwańskiej firmy Proview.

Cena za całość? Około 55 tysięcy dolarów. Wyglądało na to, że temat został domknięty.

Był tylko jeden haczyk.

Chińskie prawa do „iPada” należały nie do tajwańskiej spółki, lecz do jej spółki-siostry z Shenzhen. A ta niczego Apple’owi nie sprzedała.

Apple poszedł do sądu w Chinach. Przegrał. iPady zaczęły znikać z półek. A w 2012 roku Apple zapłacił, żeby móc spokojnie używać własnej nazwy na jednym z największych rynków świata…

60 milionów dolarów

I najciekawsze jest to, że nie była to kwestia tego, czy Apple miał wystarczająco dużo pieniędzy. Chodziło o jedno pozornie niewinne założenie:

„Przecież kupiliśmy to globalnie.”

W praktyce transakcja za 55 tysięcy dolarów zamieniła się w wydatek wynoszący 60 milionów.

Możesz mieć markę „wszędzie” i wciąż nie mieć jej tam, gdzie najbardziej się liczy.

Uwaga zatem na to, co kupujesz – i jak konstruujesz umowę.

Grafika wygenerowana na potrzeby artykułu.

2. Tesla – auta, które o mało nie jeździły bez nazwy

Teraz Chiny raz jeszcze, ale z drugiej strony.

Chiński przedsiębiorca Zhan Baosheng zarejestrował znak „Tesla” dla samochodów – zarówno w chińskiej, jak i angielskiej wersji językowej – lata przed tym, zanim Elon Musk pomyślał o wejściu na ten rynek.

Miał również domenę internetową i mikroblog działający pod tą nazwą.

Tesla dowiedziała się o wszystkim dopiero wtedy, gdy sama zapukała do Chin.

Firma próbowała odkupić prawa. Usłyszała kwotę:

32 miliony dolarów

Tesla wybrała więc drogę unieważnienia rejestracji. Przedsiębiorca odpowiedział pozwem i żądaniem odszkodowania.

Przez chwilę Tesla rozważała nawet sprzedaż samochodów pod fonetyczną nazwą, której nikt wcześniej nie znał: „Te Su Le”.

Wyobraźcie sobie: budujecie jedną z najgłośniejszych marek świata i nagle zastanawiacie się, czy nie sprzedawać jej pod zupełnie obcą etykietą. Tylko dlatego, że Waszą nazwę ktoś zajął dekadę wcześniej.

Sprawa zakończyła się ugodą w 2014 roku. Sporne znaki zostały wykreślone, a domeny wróciły do Tesli.

Happy end – ale ile nerwów, prawników i straconego czasu było po drodze?

Ktoś może zająć Twoją nazwę na rynku, na który dopiero planujesz wejść.

To zjawisko nazywa się trademark squatting. I nie jest hobby dziwaków. To model biznesowy oparty na rejestrowaniu cudzych marek, zanim ich rzeczywiści właściciele zdążą zabezpieczyć prawa na danym terytorium.

W Chinach w ten sposób rejestrowano także oznaczenia należące do polskich marek, między innymi Mlekovity, Łaciatego i Lubelli.

3. Saska – i wcale nie na drugim końcu świata

A teraz bliżej domu.

Bo pomyślicie może: to wszystko wielkie, zagraniczne i egzotyczne. U nas tak nie ma.

Otóż niestety jest.

W 2015 roku Stock Polska – producent między innymi Żołądkowej Gorzkiej i Lubelskiej – zbudował od zera nową markę wódki: Saska.

Nazwa, logo, etykiety, receptura i kampania. Inwestycja liczona w milionach złotych.

Marka weszła na rynek jesienią, głośno i z dumą.

Zrobiono tylko jedną rzecz w niewłaściwej kolejności.

Prawnicy sprawdzili latem w Urzędzie Patentowym, że nazwa jest wolna. I rzeczywiście – wtedy była.

Następnie markę przedstawiono partnerom, pracownikom i mediom. Samego znaku nie zgłoszono jednak od razu do ochrony.

I właśnie w to okno wszedł ktoś, kto bardzo uważnie obserwował rynek.

Kilka dni po oficjalnej komunikacji Stocku jego największy konkurent – CEDC, producent Żubrówki i Soplicy – zgłosił słowo „Saska” na swoją rzecz.

Sam nigdy nie wprowadził pod tą nazwą żadnego produktu.

Zasada „kto pierwszy w Urzędzie, ten lepszy” zadziałała bezlitośnie. Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej przyznał ochronę CEDC.

A potem nadszedł rok 2016:

  • komornik pojawił się w lubelskim zakładzie Stocku,
  • zajęto wyprodukowaną wódkę,
  • sąd wydał zakaz sprzedaży produktów pod nazwą Saska na czas procesu,
  • wszystko wydarzyło się tuż przed świątecznym szczytem sprzedażowym.

Marka za miliony, której nagle nie wolno było sprzedawać.

Oś czasu sprawy znaku Saska 2015–2017: badanie dostępności nazwy, premiera marki, zgłoszenie znaku przez konkurenta, komornik i zakaz sprzedaży, ugoda

Finał nastąpił w 2017 roku. Strony zawarły ugodę, a CEDC przeniosło prawa do znaku na Stock.

Warunki pozostały poufne – ale trudno zakładać, że prawa zostały przekazane bez żadnego ekwiwalentu.

I tu rzecz, którą chcę powiedzieć wprost:

To nie zawsze jest troll. To nie zawsze jest bezprawne. A odzyskanie marki może być bardzo trudne.

Ogłosili markę, zanim ją zarejestrowali. I ktoś to usłyszał.

Co łączy te trzy bomby?

Nie to, że ich bohaterowie byli mali albo nierozgarnięci.

Apple, Tesla, Stock Polska – trudno o firmy dysponujące większymi zasobami, budżetami i zespołami prawników.

Łączy je coś innego.

W każdej z tych historii ktoś założył, że:

  • marka jest nasza, bo ją zbudowaliśmy,
  • marka jest nasza, bo ją kupiliśmy,
  • marka jest nasza, bo od dawna jej używamy.

A prawo mówi coś innego:

Marka jest Twoja tam, gdzie skutecznie zabezpieczyłaś/eś swoje prawa – i tak długo, jak realnie jej używasz oraz potrafisz jej bronić.

To nie jest wiedza przeznaczona wyłącznie dla globalnych gigantów.

To dokładnie ta sama lekcja, która dotyczy firmy z pięcioma osobami na pokładzie, wystawiającej właśnie produkt na Amazonie w Niemczech albo podpisującej umowę na dystrybucję w Wielkiej Brytanii.

Skala inna. Bomba ta sama.

A na koniec – ten łysy pan o wielu nazwach

Bo nie każda taka historia kończy się komornikiem. Czasem terytorialność znaku to nie bomba, tylko kostium.

Weźmy Mr. Cleana – tego łysego pana od środków do czyszczenia.

W Polsce nazywa się Pan Proper. W Niemczech Meister Proper, we Francji Monsieur Propre, w Hiszpanii Don Limpio, a we Włoszech Mastro Lindo.

Ten sam produkt, podobna identyfikacja i ten sam bohater, ale nazwisko zmienia się wraz z przekroczeniem kolejnej granicy.

Kraj lub rynekNazwa marki
PolskaPan Proper
NiemcyMeister Proper
FrancjaMonsieur Propre
HiszpaniaDon Limpio
WłochyMastro Lindo
Stany ZjednoczoneMr. Clean
Wielka BrytaniaFlash
IrlandiaFlash
Grafika wygenerowana na potrzeby artykułu.

Najciekawsze dzieje się jednak na Wyspach.

W Wielkiej Brytanii i Irlandii nie mógł funkcjonować jako Mr. Clean, ponieważ oznaczenie to było już zajęte. Został więc Flashem – bez wąsatego bohatera i bez tej samej maskotki.

To dokładnie ta sama logika co w przypadku Burger Kinga w Australii. Tylko że tutaj, zamiast wielkiego sporu, powstała po prostu inna etykieta.

To samo IP. Inne nazwy i twarze. Wszystko zależy od tego, po której stronie granicy stoisz.

I właśnie dlatego znak towarowy nie staje się „globalny” sam z siebie. Ochrona zawsze dotyczy określonego terytorium i funkcjonuje zgodnie z zasadami konkretnego systemu prawnego.

Ile takich marek rozpoznasz?

Takich marek-podróżniczek jest znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać. A rozpoznawanie ich naprawdę wciąga.

Zebrałam kilka z nich w małej grze:

👉 Otwórz grę i sprawdź, ile marek poznasz bez podpowiedzi.

A Wy?

Cała ta seria – Burger King, Apple, Tesla i Saska – sprowadza się do jednego pytania, które warto zadać sobie albo klientowi odpowiednio wcześnie:

Gdzie moja marka jest naprawdę moja, a gdzie tylko mi się tak wydaje?

Summer IP Sessions 2026 – Anna Cybulka i Uladzimir Cybulka

Całą opowieść o „tykającej bombie” – wraz z anatomią ryzyka oraz sygnałami, które można usłyszeć znacznie wcześniej – zostawiłam w nagraniu drugiej Summer IP Session i materiałach dodatkowych.

Spotkania na żywo były bezpłatne. Jeśli chcesz do nich wrócić albo nadrobić te, które Cię ominęły, nagrania wszystkich sesji Summer IP Sessions 2026 wraz z materiałami dodatkowymi są dostępne tutaj:

👉 Summer IP Sessions 2026 – nagrania i materiały

A na koniec, jak zwykle, jedno pytanie.

Która z tych historii zaskoczyła Was najbardziej – i czy przypadkiem nie przypomniała Wam jakiejś marki, którą znacie?

Napiszcie 🙂 Czytam.


Zapamiętaj

Marka nie jest Twoja tylko dlatego, że ją wymyśliłaś/eś.

Nie jest automatycznie Twoja dlatego, że używasz jej od lat.

Nie jest również Twoja wszędzie tylko dlatego, że kupiłaś/eś do niej prawa w kilku albo nawet kilkudziesięciu państwach.

Jest skutecznie chroniona tam, gdzie prawidłowo zabezpieczyłaś/eś swoje prawa – i potrafisz ich bronić.

Najczęściej zadawane pytania

Czy rejestracja znaku towarowego działa na całym świecie?

Nie. Ochrona znaku towarowego ma charakter terytorialny. Oznacza to, że obowiązuje tylko na obszarze objętym konkretną rejestracją, na przykład w Polsce, w całej Unii Europejskiej albo w państwach wskazanych w zgłoszeniu międzynarodowym.

Co to jest trademark squatting?

Trademark squatting polega na rejestrowaniu cudzego oznaczenia przez osobę lub firmę, która nie jest jego rzeczywistym właścicielem, często zanim oryginalna marka wejdzie na dany rynek. Celem może być późniejsze odsprzedanie praw, blokowanie działalności właściciela marki albo uzyskanie przewagi negocjacyjnej.

Czy samo sprawdzenie, że nazwa jest wolna, wystarczy?

Nie. Wynik badania dostępności znaku jest aktualny tylko na określony moment. Pomiędzy sprawdzeniem nazwy a złożeniem zgłoszenia ktoś inny może wystąpić o ochronę podobnego albo identycznego oznaczenia. Dlatego po wyborze nazwy i przeprowadzeniu analizy zgłoszenie powinno zostać dokonane bez niepotrzebnej zwłoki.

Czy wcześniejsze używanie marki zawsze daje pierwszeństwo?

Nie zawsze. Skutki wcześniejszego używania zależą od kraju, rodzaju prawa, zakresu działalności i konkretnych okoliczności sprawy. W wielu systemach kluczowe znaczenie ma formalne zgłoszenie znaku. Próba odzyskania marki po dokonaniu zgłoszenia przez inny podmiot może być kosztowna, długotrwała i obarczona ryzykiem.

Kiedy najlepiej zgłosić znak towarowy?

Najbezpieczniej zrobić to przed publicznym ujawnieniem nowej nazwy, rozpoczęciem kampanii, przedstawieniem marki dystrybutorom lub wejściem na nowy rynek. Strategia ochrony powinna uwzględniać nie tylko rynek obecny, lecz także państwa, w których firma realnie planuje rozwój.

Artykuł Nie tylko Burger King. Trzy bomby i jeden łysy pan o wielu nazwach pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
FIFA Trademarks During the 2026 World Cup – What You Need to Know https://poraj.com/blog/2026/06/13/fifa-trademarks-2026-world-cup-what-you-need-to-know/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=fifa-trademarks-2026-world-cup-what-you-need-to-know Sat, 13 Jun 2026 09:55:25 +0000 https://poraj.com/blog/2026/06/13/fifa-trademarks-2026-world-cup-what-you-need-to-know/ FIFA World Cup 2026 is live! Learn what FIFA protects as trademarks, what the official FIFA IP Guidelines say, and how businesses can legally reference the World Cup in their marketing. A practical legal guide by IP attorneys.

Artykuł FIFA Trademarks During the 2026 World Cup – What You Need to Know pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
📌 This article is an updated and translated version of the original post published on annacybulka.com on 19 October 2025. Updated and revised 13 June 2026. Polish version: Znaki towarowe FIFA 2026 – wersja polska.

Mascots, slogans and even numbers – how FIFA protects its brand during the 2026 World Cup and what it means for your business

Update: June 2026 – article updated in connection with the ongoing FIFA World Cup 2026 in the USA, Canada and Mexico.

FIFA Trademarks and the 2026 World Cup – What You Need to Know

The FIFA World Cup 2026 is underway. The tournament held in the United States, Canada and Mexico is attracting billions of fans worldwide – and with it comes a marketing frenzy that can cost businesses and creators dearly. We’re not talking about tickets to matches, but about FIFA trademark infringement.

The game is not only played on the pitch. An equally fierce battle is fought in patent offices, courts and digital platforms. FIFA is a powerful organization that manages its intellectual property with surgical precision – especially when the world’s eyes are on football.

Official information about the FIFA World Cup 2026 is available on FIFA’s official website:
https://www.fifa.com/tournaments/mens/worldcup/canadamexicousa2026

Information about the official FIFA World Cup 2026 brand identity and visual branding can be found here:
https://www.fifa.com/en/articles/world-cup-2026-official-brand-unveiled-canada-mexico-usa-celebration

FIFA and Intellectual Property – What’s It Really About?

Every four years the world turns its attention to football, and brands – from global giants to small businesses – try to grab a piece of the media buzz. FIFA doesn’t just organize the World Cup. It’s a powerful structure that manages its intellectual property with great precision and effectiveness. It protects everything: names, logos, slogans, mascots, and even… the years themselves, like „2026”.

In this article, we explain:

  • what FIFA protects as a trademark during FIFA World Cup 2026,
  • where inspiration ends and legal risk begins for businesses and creators,
  • how businesses can legally refer to World Cup excitement – without infringing FIFA’s rights,
  • what FIFA’s official intellectual property guidelines say.

What Does FIFA Protect as a Trademark? Concrete 2026 Examples

FIFA doesn’t just register its own name. It protects an entire spectrum of elements identifying its events. During FIFA World Cup 2026, the following are protected:

  • FIFA – word trademark (global WIPO and EUTM protection)
  • WORLD CUP – word trademark
  • FIFA WORLD CUP 2026™ – word and figurative trademark
  • 2026™ – word trademark (the year itself as a protected element!)
  • Tournament mascot – figurative and three-dimensional trademark
  • Official tournament slogan – word trademarks in multiple languages
  • Host country logos: USA, Canada, Mexico in combination with FIFA
  • World Cup Trophy – shape as a three-dimensional trademark
  • Official colors and fonts of the tournament’s visual identity

FIFA’s Official Intellectual Property Guidelines – Key Principles

FIFA has published an official document „FIFA Intellectual Property Guidelines” (version 2.0, June 2024) that precisely defines the rules for third-party use of FIFA’s intellectual property. Below are the most important takeaways for businesses and marketers.

📄 Source document:
FIFA Intellectual Property Guidelines
Version 2.0 · June 2024 · Official FIFA document
Source: digitalhub.fifa.com/FIFA-World-Cup-26-IP-Guidelines

1. Scope of Protection – What FIFA Considers Its Intellectual Property

According to FIFA’s guidelines, its intellectual property includes:

  • Trademarks – names, logos, slogans and graphic elements associated with FIFA and its events
  • Copyright – photographs, video footage, and audiovisual recordings from matches and events
  • Event image rights – official photographs, graphics and promotional materials
  • Data rights – match statistics, results, player data provided by FIFA
  • Technical safeguards – passwords, certificates and partner authorization systems

2. What FIFA Prohibits – Red Cards for Marketers

FIFA’s guidelines are unequivocal: without a license, FIFA’s intellectual property cannot be used commercially. Prohibited activities include:

  • Using FIFA’s name, logo or trademarks in advertising materials, products and services
  • Creating the impression of official FIFA sponsorship or partnership (so-called ambush marketing)
  • Selling products bearing FIFA, World Cup or tournament mascot logos without a license
  • Retransmitting or distributing match recordings without broadcasting rights
  • Registering internet domains containing FIFA’s protected designations
  • Using official FIFA graphic materials as backgrounds or decorative elements

3. What Is Permitted – Fair Use and Freedom of Expression

FIFA allows certain forms of reference to its events without requiring a license:

  • Reporting and coverage – media and journalists may describe events, quote results and report matches for informational purposes
  • Commentary and criticism – expressing opinions about FIFA’s activities is permitted under freedom of expression
  • Private and non-commercial use – fans may share photos and videos for personal use
  • General football references – using terms such as „World Cup” or „football championship” in a descriptive context, without suggesting a connection to FIFA

4. Ambush Marketing – What FIFA Does Not Tolerate

FIFA pays particular attention to so-called ambush marketing – actions by companies that, without holding a FIFA license, try to associate their product or brand with the tournament. Typical examples include:

  • Advertising campaigns with slogans suggesting official FIFA sponsorship
  • Organizing „official fan zones” with FIFA identification elements without authorization
  • Product packages labeled as „limited edition World Cup collectibles”
  • Using tournament imagery (ball, trophy, mascot) in advertisements for non-sponsored products

5. Rights Enforcement Procedures – How FIFA Protects Its IP

FIFA has a comprehensive rights enforcement system:

  • 24/7 online monitoring – constant surveillance of social media platforms, marketplaces and websites
  • Network of law firms – global network of legal partners in host countries and key markets
  • Cooperation with customs authorities – stopping counterfeit goods at borders
  • Cease and desist letters – standard procedural first step
  • Legal proceedings – FIFA does not hesitate to bring civil lawsuits in multiple jurisdictions
  • Platform takedown requests – removal of IP-infringing content from Google, Meta, YouTube, TikTok

The full „FIFA Intellectual Property Guidelines” document is available on FIFA Digital Hub (June 2024, version 2.0).

World Cup 2026 Marketing – Promises and Legal Pitfalls

FIFA actively promotes football and manages its licensing. Typical phrases encountered during FIFA World Cup 2026: „Official fan collection”, „Become an official FIFA partner”, „Feel the excitement of the 2026 World Cup”, „FIFA Approved”.

Warning: without a license, you have no right to use these designations. Even seemingly neutral designations such as “World Cup 2026” or similar references may, in certain circumstances, be considered as suggesting an association with the tournament and may attract the attention of FIFA’s legal department.

FIFA World Cup 2026 – A Red Card for Trademark Infringement

FIFA is very active in enforcing its rights. It acts globally and locally – through law firms, online content monitoring and platform takedown requests (Google, Meta, YouTube, TikTok). During the ongoing FIFA World Cup 2026 tournament, monitoring is conducted 24/7.

It’s easy to receive a „red card” – a cease and desist notice or lawsuit. That’s why it’s important to know what you can and cannot do.

How to Legally Reference the 2026 World Cup in Your Marketing

What you can do legally:

  • Use general phrases: „football excitement”, „football world championship”, „the big tournament”
  • Write reports, reviews and commentary – under information and press law
  • Create original graphics and „football-style” campaigns – without references to FIFA’s registered trademarks
  • Reference the tournament atmosphere without using the protected name „FIFA World Cup 2026™”

What to absolutely avoid:

  • Using the words „FIFA”, „World Cup”, „FIFA World Cup 2026” for marketing and commercial purposes
  • Using logos, official fonts, colors or graphic layouts resembling original FIFA trademarks
  • Suggesting any connection to FIFA or sponsorship without a valid license
  • Registering domains and company names containing FIFA’s protected designations

For IP Practitioners: FIFA’s Trademark Strategy

  • FIFA registers its marks as EU trademarks (EUTM), international (WIPO) and national (particularly in the USA, Canada and Mexico)
  • It uses defensive marks covering many product classes – even those unrelated to sport
  • It relies on well-known trademark protection (Art. 8(5) EUTMR)
  • It registers three-dimensional, sound and multimedia marks – trophies, mascots, animations
  • It actively uses opposition procedures at EUIPO and conducts online monitoring
  • During FIFA World Cup 2026, protection is strengthened in host countries: USA (USPTO), Canada (CIPO) and Mexico (IMPI)

Before launching any marketing campaign related to the tournament, it is advisable to review FIFA’s official intellectual property guidelines and the rules governing the use of FIFA-related designations and branding.

Need Trademark Advice Regarding FIFA?

If you run marketing activities or sell products referencing the 2026 World Cup, it’s worth consulting with a trademark attorney or IP representative. Kancelaria Poraj offers professional advice on trademark protection and intellectual property law – before FIFA gives you a red card.

Official FIFA Sources Regarding the FIFA World Cup 2026

Official FIFA World Cup 2026 website:
https://www.fifa.com/tournaments/mens/worldcup/canadamexicousa2026

Official FIFA World Cup 2026 brand presentation:
https://www.fifa.com/en/articles/world-cup-2026-official-brand-unveiled-canada-mexico-usa-celebration

FIFA Intellectual Property Guidelines (PDF):
https://digitalhub.fifa.com/m/3567360896991b48/original/FIFA-World-Cup-26-IP-Guidelines.pdf

Frequently Asked Questions about FIFA 2026 Trademarks

Can I use the word „World Cup” in my product name?

The term „World Cup” is registered as a trademark by FIFA when used in connection with football events. Using it in product names or marketing materials without a FIFA license carries significant legal risk. Always consult a trademark attorney before using FIFA-associated terminology commercially.

Where can I get IP advice in Poland?

If you believe your rights have been infringed or want to check whether your marketing activities are safe, contact a patent attorney or legal counsel specializing in intellectual property law. Kancelaria Poraj offers professional trademark and IP advice.

About the authors: Article written by trademark attorney Anna Cybulka and Uladzimir Cybulka – experts in intellectual property law and brand protection strategy. Originally published on annacybulka.com.

Artykuł FIFA Trademarks During the 2026 World Cup – What You Need to Know pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Znaki towarowe FIFA podczas Mistrzostw Świata 2026 – co musisz wiedzieć https://poraj.com/blog/2026/06/13/znaki-towarowe-fifa-podczas-mistrzostw-swiata-2026-co-musisz-wiedziec/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=znaki-towarowe-fifa-podczas-mistrzostw-swiata-2026-co-musisz-wiedziec Sat, 13 Jun 2026 07:59:29 +0000 https://poraj.com/blog/2026/06/13/znaki-towarowe-fifa-podczas-mistrzostw-swiata-2026-co-musisz-wiedziec/ FIFA World Cup 2026 trwa! Oficjalny przewodnik IP FIFA wyjaśnia zasady ochrony znaków towarowych. Co wolno, a czego zabrania FIFA firmom i marketerom podczas Mistrzostw Świata? Praktyczny przewodnik prawny.

Artykuł Znaki towarowe FIFA podczas Mistrzostw Świata 2026 – co musisz wiedzieć pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
📌 Artykuł opublikowany pierwotnie 19 października 2025 na annacybulka.com. Zaktualizowany i zmieniony 13 czerwca 2026.

Maskotki, slogany i nawet liczby – jak FIFA chroni swoją markę podczas Mistrzostw Świata 2026 i co to oznacza dla Twojego biznesu

Aktualizacja: czerwiec 2026 – artykuł zaktualizowany w związku z trwającymi Mistrzostwami Świata FIFA 2026 w USA, Kanadzie i Meksyku.

Znaki towarowe FIFA a Mistrzostwa Świata 2026 – co musisz wiedzieć

Mistrzostwa Świata w piłce nożnej FIFA 2026 trwają. Turniej rozgrywany w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku przyciąga miliardy kibiców na całym świecie – a wraz z nim pojawia się gorączka marketingowa, która może kosztować firmy i twórców bardzo dużo. Nie chodzi o bilety na mecze, ale o naruszenie znaków towarowych FIFA.

Gra toczy się nie tylko na boisku. Równie zacięta walka rozgrywa się w urzędach patentowych, sądach i na platformach cyfrowych. FIFA to potężna organizacja, która zarządza swoją własnością intelektualną z chirurgiczną precyzją – szczególnie w czasie, gdy świat patrzy na piłkę nożną.

Oficjalne informacje dotyczące FIFA World Cup 2026 dostępne są na stronie FIFA:
https://www.fifa.com/tournaments/mens/worldcup/canadamexicousa2026

Informacje o oficjalnej identyfikacji wizualnej i marce FIFA World Cup 2026 można znaleźć tutaj:
https://www.fifa.com/en/articles/world-cup-2026-official-brand-unveiled-canada-mexico-usa-celebration

FIFA i własność intelektualna – o co tu właściwie chodzi?

Co cztery lata cały świat patrzy w stronę piłki nożnej, a marki – od globalnych gigantów po małe firmy – próbują uszczknąć coś z tego medialnego szumu. Organizacja FIFA nie tylko organizuje mistrzostwa świata. To potężna struktura, która z ogromną precyzją i skutecznością zarządza swoją własnością intelektualną. Chroni wszystko: nazwy, logotypy, slogany, maskotki, a nawet… same lata, jak „2026″.

W tym artykule wyjaśniamy:

  • co FIFA chroni jako znak towarowy podczas FIFA World Cup 2026,
  • gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna ryzyko prawne dla firm i twórców,
  • jak przedsiębiorcy mogą się legalnie odwoływać do mundialowych emocji – bez naruszania praw,
  • co mówią oficjalne wytyczne FIFA dotyczące własności intelektualnej.

Co FIFA chroni jako znak towarowy? Konkretne przykłady 2026

FIFA nie ogranicza się do zastrzeżenia samej nazwy. Chroni całe spektrum elementów identyfikujących jej wydarzenia. Podczas FIFA World Cup 2026 ochroną objęte są między innymi:

  • FIFA – słowny znak towarowy (globalna ochrona WIPO i EUTM)
  • WORLD CUP – słowny znak towarowy
  • FIFA WORLD CUP 2026™ – znak słowno-graficzny
  • 2026™ – znak słowny (sam rok jako chroniony element!)
  • Maskotka turnieju – znak graficzny i trójwymiarowy
  • Oficjalny slogan turnieju – znaki słowne w wielu językach
  • Logotypy krajów-gospodarzy: USA, Kanada, Meksyk w połączeniu z FIFA
  • Trofeum Pucharu Świata – kształt jako znak trójwymiarowy
  • Oficjalne kolory i czcionki identyfikacji wizualnej turnieju

Oficjalny przewodnik FIFA dotyczący własności intelektualnej – kluczowe zasady

FIFA opublikowała oficjalny dokument „FIFA Intellectual Property Guidelines” (wersja 2.0, czerwiec 2024), który precyzyjnie określa zasady korzystania z własności intelektualnej FIFA przez osoby trzecie. Poniżej przedstawiamy najważniejsze wnioski dla polskich przedsiębiorców i marketerów.

📄 Źródło przewodnika:
FIFA Intellectual Property Guidelines
Wersja 2.0 · Czerwiec 2024 · Oficjalny dokument FIFA
Źródło: digitalhub.fifa.com/FIFA-World-Cup-26-IP-Guidelines

1. Zakres ochrony – co FIFA uznaje za swoją własność intelektualną

Zgodnie z wytycznymi FIFA, jej własność intelektualna obejmuje:

  • Znaki towarowe – nazwy, logotypy, slogany i elementy graficzne związane z FIFA i jej wydarzeniami
  • Prawa autorskie – zdjęcia, materiały wideo, nagrania audiowizualne z meczów i wydarzeń
  • Prawa do wizerunków wydarzeń – oficjalne fotografie, grafiki i materiały reklamowe
  • Prawa do danych – statystyki meczowe, wyniki, dane zawodników udostępniane przez FIFA
  • Zabezpieczenia techniczne – hasła, certyfikaty i systemy autoryzacji partnerów

2. Czego FIFA zabrania – czerwone kartki dla marketerów

Wytyczne FIFA są jednoznaczne: bez licencji nie można komercyjnie wykorzystywać własności intelektualnej FIFA. Zakazane jest m.in.:

  • Używanie nazwy, logo lub znaków towarowych FIFA w materiałach reklamowych, produktach i usługach
  • Tworzenie wrażenia oficjalnego sponsorstwa lub partnerstwa z FIFA (tzw. ambush marketing)
  • Sprzedaż produktów z logotypami FIFA, Pucharu Świata lub mascotkami turnieju bez licencji
  • Retransmisja lub dystrybucja nagrań meczowych bez praw do transmisji
  • Rejestracja domen internetowych zawierających chronione oznaczenia FIFA
  • Wykorzystywanie oficjalnych materiałów graficznych FIFA jako tła lub elementów dekoracyjnych

3. Co jest dozwolone – zasada „fair use” i wolność słowa

FIFA dopuszcza pewne formy odnoszenia się do jej wydarzeń bez konieczności uzyskania licencji:

  • Informowanie i relacjonowanie – media i dziennikarze mogą opisywać wydarzenia, cytować wyniki i relacjonować mecze w celach informacyjnych
  • Komentarz i krytyka – wyrażanie opinii o działaniach FIFA jest dozwolone w ramach wolności słowa
  • Użytek prywatny i niekomercyjny – kibice mogą dzielić się zdjęciami i filmami do użytku osobistego
  • Ogólne nawiązania do piłki nożnej – używanie terminów takich jak „mundial” czy „mistrzostwa świata” w kontekście opisowym, bez sugerowania związku z FIFA

4. Ambush marketing – czego FIFA nie toleruje

Szczególną uwagę FIFA poświęca tzw. ambush marketingowi – działaniom, które bez posiadania licencji sugerują związek z turniejem. Do typowych przykładów należą:

  • Kampanie reklamowe z hasłami sugerującymi oficjalne sponsorstwo FIFA
  • Organizacja „oficjalnych stref kibica” z elementami identyfikacji FIFA bez autoryzacji
  • Pakiety produktów oznaczonych jako „limitowane, kolekcjonerskie edycje Mistrzostw Świata”
  • Wykorzystywanie kolorytu turnieju (piłka, trofeum, maskotka) w reklamach produktów niesponsorowanych

5. Procedury egzekwowania praw – jak FIFA chroni swoje IP

FIFA dysponuje rozbudowanym systemem egzekwowania praw:

  • Monitoring online 24/7 – stały nadzór platform społecznościowych, marketplace’ów i stron internetowych
  • Sieć kancelarii prawnych – globalna sieć partnerów prawnych w krajach goszczących i kluczowych rynkach
  • Współpraca z organami celnymi – zatrzymywanie towarów pirackich na granicach
  • Wezwania do zaprzestania naruszeń (cease & desist) – standard proceduralny w pierwszym kroku
  • Postępowania sądowe – FIFA nie waha się przed pozwami cywilnymi w wielu jurysdykcjach
  • Zgłoszenia do platform – usuwanie treści naruszających IP z Google, Meta, YouTube, TikTok

Pełny dokument „FIFA Intellectual Property Guidelines” dostępny jest na stronie FIFA Digital Hub (czerwiec 2024, wersja 2.0).

Mundial 2026 a marketing – obietnice i pułapki prawne

FIFA aktywnie promuje piłkę i zarządza swoimi licencjami. Typowe hasła spotykane podczas Mistrzostw Świata FIFA 2026: „Oficjalna kolekcja kibica”, „Zostań oficjalnym partnerem FIFA”, „Poczuj emocje Mistrzostw Świata 2026″, „FIFA Approved”.

Uwaga: bez licencji nie masz prawa używać tych określeń. Nawet pozornie neutralne oznaczenia, takie jak „Mundial 2026”, mogą w określonych okolicznościach zostać uznane za sugerujące związek z turniejem i stać się przedmiotem zainteresowania działu prawnego FIFA.

FIFA World Cup 2026 – czerwona kartka za naruszenie znaku towarowego

FIFA bardzo aktywnie egzekwuje swoje prawa. Działa globalnie i lokalnie – przez kancelarie prawne, monitoring treści w internecie i zgłoszenia do platform (Google, Meta, YouTube, TikTok). W czasie trwającego turnieju FIFA World Cup 2026 monitoring jest prowadzony 24/7.

Można łatwo dostać „czerwoną kartkę” – czyli wezwanie do zaprzestania naruszeń lub pozew. Dlatego warto wiedzieć, co wolno, a czego zdecydowanie nie.

Jak legalnie nawiązać do Mistrzostw Świata 2026 w swoim marketingu?

Co możesz robić legalnie:

  • Używać ogólnych sformułowań: „piłkarskie emocje”, „Mistrzostwa Świata w piłce nożnej”, „mundial”
  • Pisać relacje, recenzje i komentarze – w ramach prawa informacyjnego i prasowego
  • Tworzyć autorskie grafiki, kampanie „w piłkarskim stylu” – bez odniesień do zastrzeżonych znaków FIFA
  • Nawiązywać do atmosfery turnieju bez użycia chronionej nazwy „FIFA World Cup 2026™”

Czego bezwzględnie unikać:

  • Używania słów „FIFA”, „World Cup”, „FIFA World Cup 2026″ w celach marketingowych i komercyjnych
  • Wykorzystywania logo, oficjalnych czcionek, kolorów czy układów graficznych przypominających oryginalne znaki FIFA
  • Sugerowania jakichkolwiek powiązań z FIFA lub sponsoringu bez ważnej licencji
  • Rejestrowania domen i nazw firm zawierających chronione oznaczenia FIFA

Dla praktyków IP: strategia FIFA w zakresie znaków towarowych

  • FIFA rejestruje swoje znaki jako unijne (EUTM), międzynarodowe (WIPO) i krajowe (szczególnie w USA, Kanadzie i Meksyku)
  • Stosuje znaki defensywne obejmujące wiele klas towarowych – nawet niezwiązanych ze sportem
  • Korzysta z ochrony znaków renomowanych (art. 8 ust. 5 EUTMR)
  • Rejestruje znaki trójwymiarowe, dźwiękowe i multimedialne – trofea, maskotki, animacje
  • Aktywnie korzysta z procedur sprzeciwowych w EUIPO oraz prowadzi monitoring online
  • W czasie FIFA World Cup 2026 ochrona jest wzmocniona w krajach goszczących: USA (USPTO), Kanadzie (CIPO) i Meksyku (IMPI)

Przed rozpoczęciem kampanii marketingowej warto zapoznać się z oficjalnymi wytycznymi FIFA dotyczącymi własności intelektualnej oraz zasadami korzystania z oznaczeń związanych z turniejem.

Potrzebujesz porady w zakresie znaków towarowych FIFA?

Jeśli prowadzisz działalność marketingową lub sprzedajesz produkty nawiązujące do Mistrzostw Świata 2026, warto skonsultować się z rzecznikiem patentowym lub pełnomocnikiem ds. znaków towarowych. Kancelaria Poraj oferuje profesjonalne doradztwo w zakresie ochrony znaków towarowych i prawa własności intelektualnej – zanim FIFA wystawi Ci czerwoną kartkę.

Oficjalne źródła FIFA dotyczące Mistrzostw Świata 2026

Oficjalna strona FIFA World Cup 2026:
https://www.fifa.com/tournaments/mens/worldcup/canadamexicousa2026

Oficjalna prezentacja marki FIFA World Cup 2026:
https://www.fifa.com/en/articles/world-cup-2026-official-brand-unveiled-canada-mexico-usa-celebration

FIFA Intellectual Property Guidelines (wersja 2.0):
https://digitalhub.fifa.com/m/3567360896991b48/original/FIFA-World-Cup-26-IP-Guidelines.pdf

Często zadawane pytania o znaki towarowe FIFA 2026

Czy mogę użyć słowa „mundial” w nazwie swojego produktu?

Słowo „mundial” (z hiszpańskiego – światowy) jest terminem potocznym i generalnie nie jest zastrzeżonym znakiem towarowym FIFA. Jednak jego użycie w połączeniu z rokiem „2026″ lub innymi elementami kojarzącymi się z turniejem może budzić wątpliwości. Zawsze warto skonsultować się z pełnomocnikiem ds. znaków towarowych.

Gdzie zgłosić naruszenie praw w Polsce?

Jeśli uważasz, że Twoje prawa zostały naruszone, skontaktuj się z rzecznikiem patentowym lub radcą prawnym specjalizującym się w prawie własności intelektualnej. W Polsce właściwym urzędem jest Urząd Patentowy RP. Kancelaria Poraj oferuje profesjonalne doradztwo w zakresie ochrony znaków towarowych.

O autorach: Artykuł napisany przez  rzeczników patentowych Annę Cybulkę i Uladzimira Cybulkę – ekspertów z zakresu prawa własności intelektualnej i strategii ochrony marek. Pierwotnie opublikowany na annacybulka.com.

🇬🇧 English version of this article: FIFA Trademarks During the 2026 World Cup – What You Need to Know

Artykuł Znaki towarowe FIFA podczas Mistrzostw Świata 2026 – co musisz wiedzieć pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Ktoś narusza Twoje prawa. Co dalej? (I dlaczego pierwsze, co powinieneś zrobić, to spojrzeć w lustro) https://poraj.com/blog/2026/04/12/ktos-narusza-twoje-prawa/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=ktos-narusza-twoje-prawa Sun, 12 Apr 2026 15:00:30 +0000 https://poraj.com/?p=10025 Ktoś narusza Twoje prawa własności intelektualnej? Działaj według sprawdzonej procedury: sprawdź co masz prawnie, zbierz dowody, wyślij wezwanie do zaniechania naruszeń. Praktyczny przewodnik kancelarii Poraj.

Artykuł Ktoś narusza Twoje prawa. Co dalej? (I dlaczego pierwsze, co powinieneś zrobić, to spojrzeć w lustro) pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Wyobraź sobie, że scrollujesz Instagram i nagle… widzisz swoją grafikę. Swoją nazwę. Swój produkt. Na cudzym koncie. Emocje idą w górę, ręce same sięgają po telefon. Co zrobić? Napisać wściekłą wiadomość? Zadzwonić do prawnika z krzykiem „załatw to”? Opublikować story z wykropkowaną nazwą naruszyciela?

Mogłabym powiedzieć, że to błąd. Ale powiem coś lepszego: mam dla Ciebie mini-procedurę, która naprawdę działa – sprawdzoną w praktyce naruszenia praw własności intelektualnej. Krok po kroku: od pierwszej emocji do skutecznego działania.

Krok 1: Lustro – sprawdź, co masz w sensie prawnym

Pierwsza rzecz, którą robimy z klientami, zanim cokolwiek wyślemy drugiej stronie, to siadamy razem i pytamy: co właściwie mamy? Nie co czujemy, że mamy. Co faktycznie mamy w sensie prawnym.

Czy masz zarejestrowany znak towarowy? Masz prawo autorskie do tego konkretnego materiału? Czy masz wzór przemysłowy, patent — i czy on nadal obowiązuje, na tym terytorium, wobec tego działania, które wkurza Cię na tym Instagramie?

To nie jest filozofia. To jest fundament. Bo wezwanie do zaniechania naruszeń oparte na znaku towarowym, który w danym kontekście po prostu nie zadziała — to nie jest wezwanie, to jest zaproszenie do polemiki. A czasem gorzej: do kontrwezwania.

Mieliśmy klientów, którzy przyszli do nas z „absolutnie oczywistym” naruszeniem. I mieliśmy klientów, którzy dostali wezwanie z „absolutnie oczywistymi” roszczeniami — i gdy robiliśmy fact-checking, okazywało się, że patent już nie żyje, że znak nie obowiązuje na tym terytorium, że ochrona po prostu nie istnieje. Dla obu stron to było zaskoczenie.

Zanim zadzwonisz do pełnomocnika, zanim napiszesz na DM – zrób remanent. Co masz i co ta osoba faktycznie z tym robi.

Krok 2: Zbieranie dowodów naruszenia – szybko i skutecznie

Nienawidzona przez klientów czynność. Uwielbiany przeze mnie temat.

Dowody w internecie żyją krótko. Story znika po 24 godzinach. Aukcja znika, gdy produkt się sprzeda. Konto można usunąć z dnia na dzień. Dlatego dokumentowanie to nie jest opcja — to jest must have, i to zrobiony szybko.

Co to znaczy robić to dobrze? Zrzut ekranu to za mało. Zrzut ekranu bez widocznego adresu URL, bez daty, bez nazwy konta — to materiał, który trudno będzie obronić. Dobry dowód naruszenia praw własności intelektualnej to taki, który można zweryfikować: widać datę, widać źródło, widać co dokładnie jest naruszone i przez kogo.

Jeden z najczęstszych błędów: ktoś starannie zachowuje zdjęcie produktu-kopii, ale nie zachowuje linku do sklepu. I mamy zdjęcie, ale nie wiemy skąd. Albo jest zrzut, ale nie widać daty posta — a data bywa kluczowa, bo określa, od kiedy naruszenie trwa.

Zbieraj wszystko: linki, screeny z datami, nagrane rolki, adresy sklepów. Niekoniecznie wszystkiego użyjesz. Ale jak nie będziesz miał — nie będziesz miał wyboru.

Krok 3: Działanie – wezwanie, platforma czy sąd?

Trzy ścieżki, które warto przemyśleć zanim zdecydujesz się na konkretny ruch:

Wezwanie do zaniechania naruszeń

Formalne pismo, które precyzyjnie określa Twoje prawo, naruszenie i czego oczekujesz. Albo — w prostszych przypadkach — bezpośrednia wiadomość. Ale uwaga: to, co napiszesz samodzielnie, może zostać użyte przeciwko Tobie. Szczególnie jeżeli sprawa się zaogni.

Zgłoszenia do platform i działania faktyczne

Zgłoszenia do platform, blokady, zawiadomienia. Szczególnie gdy ktoś podszywa się pod Ciebie, kradnie Twój content masowo — wtedy nie ma czasu na procedury, trzeba działać natychmiast. Google, Meta, YouTube, Allegro, Amazon – każda platforma ma procedurę zgłaszania naruszeń IP.

Postępowanie sądowe

To ostateczność, nie punkt startowy. I zdecydowanie wymagający wcześniejszego przemyślenia — czy warto? Jakie są szanse? Czy nie lepiej próbować ugodowo?

Bo część osób narusza nieświadomie. Naprawdę. Ktoś wymyślił coś podobnego, nie wiedząc, że to podobne. Część z nich, gdy dostanie profesjonalne wezwanie do zaniechania naruszeń, po prostu przestanie — bo też chce uczciwie prowadzić biznes, a nie brnąć w spory.

Naruszenie praw własności intelektualnej - co zrobić? Procedura krok po kroku

Jeśli to Ty dostałeś wezwanie do zaniechania naruszeń

Pomyśl o kimś, kto prowadzi firmę od 30 lat. Uczciwie, konsekwentnie. I pewnego dnia dostaje wezwanie do zaniechania naruszeń. Z pismem pełnym paragrafów, żądań, terminów. To jest stan przedzawałowy — i nie mówię o tym żartobliwie.

Dlatego — i to szczególnie do pełnomocników, którzy nas czytają — wezwanie musi być rzetelne. Zobacz tu wersję tego artykułu dla pełnomocników. Jeżeli wzywasz na podstawie patentu, sprawdź czy jest ważny. Jeżeli wzywasz na podstawie znaku, sprawdź zakres ochrony. Nie rób ludziom takiego prezentu, że dostaną wezwanie, które pada przy pierwszym sprawdzeniu w rejestrze.

Jeśli to Ty dostałeś wezwanie: nie ignoruj, nie panikuj, nie odpowiadaj natychmiast. Zrób ten sam remanent — tylko z drugiej strony. Sprawdź, czy prawa, na które powołuje się wzywający, faktycznie istnieją i mają zakres obejmujący Twoje działania.

Potrzebujesz pomocy? Skontaktuj się z nami

Masz wątpliwości? Napisz do nas: kancelaria@poraj.com

Dostałeś wezwanie? Termin na odpowiedź biegnie? Umów się od razu na konsultację 1:1 — przeanalizujemy sytuację razem.

Artykuł Ktoś narusza Twoje prawa. Co dalej? (I dlaczego pierwsze, co powinieneś zrobić, to spojrzeć w lustro) pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Inna strona: case Coldplay Kiss Cam – odpowiedzialność za słowa, lajki, komentarze i milczenie. https://poraj.com/blog/2026/03/29/inna-strona-case-coldplay-kiss-cam/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=inna-strona-case-coldplay-kiss-cam Sun, 29 Mar 2026 09:23:42 +0000 https://poraj.com/?p=10014 15 sekund. Tyle wystarczy. Zastanów się, co by było, gdyby… ktoś nagrał Cię w tłumie. Nie na scenie. Nie w oficjalnym wywiadzie. W momencie prywatnym – takim, który miał zniknąć…

Artykuł Inna strona: case Coldplay Kiss Cam – odpowiedzialność za słowa, lajki, komentarze i milczenie. pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
15 sekund. Tyle wystarczy. Zastanów się, co by było, gdyby… ktoś nagrał Cię w tłumie. Nie na scenie. Nie w oficjalnym wywiadzie. W momencie prywatnym – takim, który miał zniknąć w ciemności stadionu razem z ostatnim dźwiękiem refrenu. A potem ten film zaczyna żyć własnym życiem. Najpierw jest telebim. Potem telefon. Później TikTok. X. Instagram. YouTube Shorts. Ktoś dopisuje historię, ktoś robi mem, ktoś „tylko żartuje”. W końcu internet znajduje imię, nazwisko, miejsce pracy. A Twoje życie – i życie Twoich bliskich – staje się publicznym serialem. Właśnie tak opisywano mechanikę głośnego „kiss cam” na koncercie Coldplay, gdzie krótkie ujęcie z telebimu przerodziło się w globalny viral. (ABC7 New York)

Viral nie pyta o zgodę. Ale prawo i odpowiedzialność – już tak.

W prezentacji z naszej sesji rozpisaliśmy ten schemat prosto: kamera → telefon → social media → identyfikacja → skandal → konsekwencje prawne.  I to jest klucz do „innej optyki”: To nie jest historia o jednym nagraniu. To historia o setkach tysięcy mikrodecyzji. Wręcz szokująca liczba odtworzeń w bilionach! 
  • „Udostępnię, bo śmieszne.”
  • „Skomentuję, bo wszyscy komentują.”
  • „Zrobię mem, bo trend.”
  • „Dorzucę szczegół, bo ‘wiem’.”
W tym tłumie łatwo zgubić jedną rzecz: po drugiej stronie jest człowiek.

Wizerunek to nie tylko twarz (i to zaskakuje najczęściej)

Prawnie wizerunek potrafi być „oczywisty”, ale też zaskakująco subtelny. To mogą być:
  • charakterystyczny tatuaż,
  • sylwetka i sposób poruszania się,
  • rozpoznawalny pierścionek,
  • zbliżenie oka, ust, fryzura, „zestaw cech”.
Dlatego myślenie „nie widać twarzy, więc luz” często jest po prostu błędne.

Czy koncert oznacza zgodę na publikację?

Tu zaczyna się część, w której praktyka rozmija się z intuicją. W polskim porządku prawnym wizerunek jest dobrem osobistym, a dodatkowo jego rozpowszechnianie co do zasady wymaga zgody  Owszem – w realnym świecie organizatorzy wydarzeń mają regulaminy. Często zawierają klauzule w stylu „uczestnik godzi się na utrwalanie i wykorzystanie wizerunku”. Ale są dwa „ale”, które robią różnicę:
  1. Zgoda ma być świadoma i konkretna, a nie „domyślna, bo byłeś w tłumie”. W materiałach przywołujemy orzeczenia, które podkreślają, że sama obecność na imprezie nie oznacza automatycznej zgody na publikację indywidualnego ujęcia.
  2. Jest różnica między:
  • pokazaniem tłumu jako tła wydarzenia,
  • a celowym zbliżeniem na konkretną osobę (emocje, reakcja, intymność). To właśnie dlatego „kiss cam” jest tak drażliwym przykładem.
I teraz najważniejsze: nawet jeśli organizator ma jakieś podstawy do emisji ujęć na telebimie w ramach eventu, wrzucenie nagrania do internetu to często „druga historia” – inny kontekst, inny zasięg, inne ryzyko szkody.

Kto odpowiada? Nie tylko „ten pierwszy”

To jest element, którego wiele osób nie chce słyszeć: Każde udostępnienie to kolejne rozpowszechnienie. W naszej sesji rozbijamy to na role:
  • osoba, która nagrała i wrzuciła,
  • osoby, które dalej udostępniały (nawet „tylko” w relacji),
  • platforma (obowiązek reakcji po zgłoszeniu),
  • organizator (w tle: transparentność zgód, RODO, praktyki informacyjne).
Z perspektywy odpowiedzialności społecznej dochodzi jeszcze jedna rola: komentujący. I to jest sedno Twojego artykułu.

Odpowiedzialność za słowa: komentarz, lajka, mem… i milczenie

W wiralach dzieje się paradoks. Im bardziej coś „nie jest o mnie”, tym łatwiej pozwalam sobie na więcej. A przecież komentarz nie jest neutralny. Lajk nie jest neutralny. Udostępnienie nie jest neutralne. W materiałach medialnych dotyczących tej historii powraca wątek lawiny ocen i nagonki oraz tego, jak szybko internet potrafi „wydać wyrok” na podstawie kilkunastu sekund.  I tu dochodzimy do „innej optyki”:
  • Hejt jest oczywisty. Wiemy, że rani.
  • Ale jest też „żart”, który rani, bo jest publiczny.
  • Jest też „dociekliwość”, która rani, bo prowadzi do identyfikacji i doxxingu.
  • Jest też milczenie, gdy widzimy, że ktoś jest miażdżony, a my „nie chcemy się mieszać”. Jest też milczenie, także wtedy, gdy coś nam się podoba, coś nam pomaga, ale  nawet nie napiszemy „dziękuję”. [Blogerzy to znają]
To milczenie jest ukrytym, najtrudniejszym aspektem, bo nie ma paragrafu na brak empatii. A jednak to właśnie empatia jest tym, co mogłoby zatrzymać spiralę.  Aby pokazać Wam jak to wyglądało od tej innej strony w tym konkretnym przypadku odsyłam Was do wywiadu z Kristin Capot  u Oprah.  Bardzo ciekawa rozmowa. Polecam. Co robić, jak podchodzić do tego rodzaju sytuacji?  Wklejam tu prostą zasadę, którą warto mieć pod ręką: Jeśli nie powiedział(a)byś tego człowiekowi prosto w twarz  – nie pisz tego w komentarzu.  Internet nie jest mniej realny. Jest bardziej trwały. Zanim ocenisz, zastanów się. 

Checklista: zanim klikniesz „wyślij”

Zanim dodasz komentarz / udostępnisz / zrobisz mem, zatrzymaj się na 10 sekund:
  1. Czy to jest czyjś wizerunek i czy ta osoba chciała być „bohaterem internetu”?
  2. Czy mój komentarz coś wnosi, czy tylko dokłada ciężar?
  3. Czy powielam plotkę jako fakt?
  4. Czy dokładam cegiełkę do identyfikacji (firma, nazwisko, lokalizacja)?
  5. Gdyby to była moja siostra / mój mąż czy partner / moje dziecko – czy też bym kliknął(a)?
To nie są wielkie decyzje. To są małe bezpieczniki.

A jeśli to Ty jesteś w viralu?

To temat na osobny materiał, ale zostawię kilka praktycznych kroków „pierwszej pomocy”:
  • zabezpiecz dowody (linki, screeny, daty),
  • zgłaszaj naruszenia do platform (wizerunek, prywatność, nękanie),
  • rozważ wezwanie do zaniechania naruszeń i konsultację prawną,
  • zadbaj o wsparcie bliskich i swój dobrostan (bo presja bywa niszcząca). Zajrzyj także tutaj.

Puenta: wolność słowa to nie wolność od konsekwencji

Case Coldplay jest głośny, bo ma w tle show, telebim i znaną scenę. Ale mechanizm jest codzienny. Dzieje się w małych firmach, szkołach, lokalnych społecznościach. Wystarczy jedno nagranie i „chętne palce” w komentarzach. Możemy uniknąć problemów, jeśli… potraktujemy Internet jak przestrzeń, w której też obowiązują zasady: prawa, granice i zwykła przyzwoitość. Na koniec pytanie, które zostawiam Ci jako kompas: Czy chcesz być osobą, która dorzuca kamień do lawiny – czy taką, która ją zatrzymuje? A  Ty co o tym myślisz?   P.S. Jeśli chcesz  posłuchać naszej sesji dot. wizerunku na konkretnych przykładach zajrzyj do naszej  Summer IP Sessions nr 6 tutaj.  

Artykuł Inna strona: case Coldplay Kiss Cam – odpowiedzialność za słowa, lajki, komentarze i milczenie. pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Deepfake z logo firmy: Plan działania SOS i poradnik krok po kroku https://poraj.com/blog/2026/02/16/deepfake-z-logo-firmy-plan/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=deepfake-z-logo-firmy-plan Mon, 16 Feb 2026 10:06:10 +0000 https://poraj.com/?p=9996 Pamiętam rozmowę z przyjacielem moich rodziców ze Szwecji. Zadzwonił, dopytując o nich, i w pewnym momencie zażartował: „Widzę cię… chyba dopiero wstałaś”. Znałam jego zacięcie do technologii. I choć rozsądek…

Artykuł Deepfake z logo firmy: Plan działania SOS i poradnik krok po kroku pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>
Pamiętam rozmowę z przyjacielem moich rodziców ze Szwecji. Zadzwonił, dopytując o nich, i w pewnym momencie zażartował: „Widzę cię… chyba dopiero wstałaś”. Znałam jego zacięcie do technologii. I choć rozsądek mówił, że to tylko żart, przez sekundę poczułam to charakterystyczne ukłucie wątpliwości: czy to możliwe? Czy ja jestem w jakiejś ukrytej kamerze?

W latach 90. nie było powszechnych rozmów wideo. To nie miało prawa działać. Wizjoner. A dziś? Dziś ktoś może przygotować deepfake z logo firmy, wykorzystać Twój głos lub twarz prezesa i puścić go w świat. To nie tylko ciekawostka – to poważny kryzys wizerunkowy i prawny.

Dlaczego deepfake z logo firmy to realne zagrożenie?

Wyobraź sobie, że dostajesz wiadomość od klienta: „Ktoś puścił reklamę z waszym logo i głosem prezesa, że robicie ‘promocję inwestycyjną’. Czy to prawda?”. Jeszcze niedawno firmy traktowałyby to jako „dziwny incydent PR”. Dziś to scenariusz, który wydarza się tanio, szybko i masowo.

Deepfake uderza w firmę mocniej niż zwykłe podszywanie się, ponieważ:

  • Kradnie zaufanie: Odbiorca myśli: „to oni tak mówią” lub „to ich prezes to poleca”.

  • Generuje realne straty: Klienci klikają, płacą i podają dane, a Ty musisz gasić pożar finansowy i prawny.

  • Wymaga transparentności: Według harmonogramu wdrożenia AI Act, obowiązki w zakresie transparentności treści syntetycznych (art. 50) zaczynają obowiązywać od 2 sierpnia 2026 r. (AI Act Service Desk)

Pamiętaj: Deepfake nie tylko kradnie Twoje logo. On kradnie zaufanie, na które pracowałaś latami. Gdy technologia sprawia, że kłamstwo wygląda jak prawda, Twoim jedynym ratunkiem jest szybka procedura i twarde dowody.

Przykłady deepfake w Polsce: InPost i oszustwa finansowe

Warto znać te dwie historie, aby zrozumieć, jak niebezpieczny może być deepfake z logo firmy:

  1. Deepfake z wizerunkiem prezesa InPostu i fałszywa inwestycja NASK opisał kampanię, w której AI wygenerowało wizerunek prezesa Rafała Brzoski zachęcającego do fikcyjnych inwestycji. Mimo natychmiastowych zgłoszeń, opieszałość platform społecznościowych sprawiła, że szkodliwe reklamy krążyły w sieci przez wiele dni. To brutalny dowód, że fake news pracuje na szkodę marki szybciej, niż systemy moderacji potrafią go usunąć. (NASK)

  2. Klon głosu „szefa” i wyłudzenie 243 tys. dolarów Przestępcy wykorzystali technologię syntezy głosu, by podszyć się pod dyrektora generalnego podczas rozmowy telefonicznej. Zmanipulowany pracownik, przekonany o autentyczności polecenia, dokonał pilnego przelewu na zagraniczne konto. Ta historia pokazuje, że deepfake to nie tylko problem wizerunkowy w social mediach, ale przede wszystkim potężne zagrożenie dla płynności finansowej Twojej firmy. (Konkret 24)

Jak reagować na deepfake? Pierwsze 60 minut kryzysu

W przypadku deepfake’ów wygrywa ten, kto działa szybko. Masz dwa cele: zabezpieczyć dowody i przerwać zasięg.

Minimalny pakiet dowodowy (zanim zgłosisz naruszenie)

Zanim podejmiesz jakiekolwiek działania naprawcze, musisz zgromadzić surowe dane. To nudna, ale kluczowa robota – to od niej zależy, czy platforma zareaguje sprawnie i czy sprawa będzie miała „nogi” w sądzie lub prokuraturze. Zadbaj o:

  • linki do materiału i do profilu/konta, które to publikuje;
  • zrzuty ekranu z datą i godziną;
  • nagranie ekranu: wejście w link, przewinięcie, kliknięcia, opis profilu, komentarze;
  • kopię wideo/audio (jeśli da się legalnie utrwalić);
  • jeśli to reklama: informacje z biblioteki reklam / identyfikatory reklamy (gdy widoczne);
  • listę miejsc, gdzie to krąży (różne platformy, grupy, domeny);
  • krótką notatkę „kiedy to zauważyliśmy, kto zgłosił, co już się wydarzyło”.

Krok 1: Zablokuj rozchodzenie się treści (procedura Notice & Action)

Najszybszą ścieżką reakcji deepfake z logo firmy jest zazwyczaj bezpośrednie zgłoszenie treści do platformy. W praktyce liczy się precyzja: musisz wskazać konkretną reklamę, post oraz profil sprawcy, dołączając zebrane wcześniej dowody.

W tle Twoich działań funkcjonuje unijny mechanizm „notice and action” wynikający z aktu o usługach cyfrowych (DSA). Jest to oficjalny standard zgłaszania nielegalnych treści i oszustw na platformach internetowych, który obliguje gigantów technologicznych do reakcji. (Digital Services Act)

Co podnosi skuteczność Twojego zgłoszenia?

  • Dokładny link do szkodliwej treści oraz do profilu/konta sprawcy.

  • Krótki opis naruszenia: np. podszywanie się pod firmę, oszustwo finansowe czy celowe wprowadzanie w błąd.

  • Załączone dowody: zrzuty ekranu, nagranie ekranu, widoczna data i godzina.

  • Precyzyjny opis szkody: ryzyko wyłudzeń danych, wprowadzanie klientów w błąd oraz niszczenie reputacji marki.

Równolegle przygotuj krótki komunikat kryzysowy dla klientów (opublikuj go na stronie WWW, w social mediach lub wyślij e-mailowo). Wzór:

„To nie my. To fałszywa reklama. Nasze jedyne oficjalne kanały to X. Prosimy nie klikać w podejrzane linki i zgłaszać nam podobne przypadki”.

Taka szybka publikacja często skutecznie ucina falę pytań i realnie ogranicza straty finansowe Twoich odbiorców.

Krok 2: Ogranicz straty finansowe (procedury firmie)

Jeśli uważasz, że deepfake z logo twojej firmy to wyłącznie problem wizerunkowy – wróć do historii o klonowaniu głosu i wyłudzeniu setek tysięcy dolarów. (Konkret 24) W wielu organizacjach największe ryzyko finansowe pojawia się „tu i teraz”. Przestępcy wykorzystują nacisk czasu, prośbę o zachowanie tajemnicy oraz „pilne polecenie” przelewu lub nagłą zmianę numeru konta dostawcy.

Oto trzy szybkie bezpieczniki biznesowe, które możesz wdrożyć w swojej firmie od ręki:

  • Zasada oddzwonienia: Przy każdej „pilnej” lub nietypowej dyspozycji finansowej wykonaj telefon potwierdzający innym kanałem komunikacji (nie korzystaj z numeru podanego w podejrzanej wiadomości).

  • Zasada dwóch osób: Wprowadź obowiązek podwójnego zatwierdzania przelewów powyżej określonego progu finansowego.

  • Stała procedura zmiany danych: Ustal jeden, niezmienny proces weryfikacji zmiany numeru konta bankowego dostawcy, wymagający potwierdzenia u niezależnego źródła kontaktu.

To nie jest przejaw braku zaufania do zespołu. To podstawowa higiena biznesowa w świecie, w którym głos i twarz Twojego przełożonego mogą zostać perfekcyjnie podrobione przez AI.

Krok 3: Wzmocnij markę na przyszłość (znak towarowy i ochrona cyfrowa)

W trakcie kryzysu liczy się sprawne gaszenie pożaru, ale gdy sytuacja zostanie opanowana, musisz zadbać o fundamenty. Aby uniknąć powtórki i skuteczniej walczyć z oszustami w przyszłości, wykonaj te trzy kroki:

  1. Uporządkuj „jedno miejsce prawdy” o Twojej marce Stwórz i opublikuj listę oficjalnych domen, profili społecznościowych oraz numerów kontaktowych. Przygotuj standardową stopkę e-mail i gotowy komunikat kryzysowy. Dzięki temu Twój zespół i klienci będą zawsze wiedzieli, gdzie szukać wiarygodnych informacji.
  2. Zabezpiecz cyfrowe podstawy Wdróż stały monitoring nazwy firmy oraz nazwisk kluczowych osób w organizacji. Weryfikuj profile w mediach społecznościowych i kontroluj domeny o nazwach łudząco podobnych do Twojej.
  3. Sprawdź realną ochronę prawną marki Wielu przedsiębiorców żyje w błędnym przekonaniu, że wpis firmy do CEIDG lub KRS automatycznie chroni ich nazwę. Niestety, firma a znak towarowy to zupełnie inne płaszczyzny ochrony. Rejestracja znaku towarowego daje Ci najsilniejszy oręż prawny w walce z podszywaniem się pod brand. (Anna Cybulka)

AI w marketingu: Jak nie wpaść na „minę transparentności”?

Warto doprecyzować jedną kwestię, aby uniknąć fałszywego poczucia bezpieczeństwa: oszust nie stanie się nagle „grzeczny” tylko dlatego, że nowe prawo wymaga oznaczania deepfake’ów. Jednak rynek – w tym platformy, klienci oraz kontrahenci – będzie coraz mocniej oczekiwał pełnej transparentności.

AI Act (Akt o sztucznej inteligencji) wchodzi w życie etapami. Komisja Europejska potwierdziła jego obowiązywanie od 1 sierpnia 2024 r., (European Commission) jednak kluczowe dla przedsiębiorców obowiązki w zakresie transparentności (art. 50) zaczną być stosowane od 2 sierpnia 2026 r. (AI Act Timeline)

Co to oznacza praktycznie dla Ciebie jako przedsiębiorcy? (Wersja „zdroworozsądkowa”):

  • Wprowadź wewnętrzne zasady oznaczania: Jeśli tworzysz treści wspierane przez AI (wideo, głos, obrazy), ustal, kiedy i w jaki sposób informujesz o tym odbiorców.

  • Archiwizuj materiały źródłowe: Przechowuj surowe pliki z kampanii reklamowych. W razie zarzutu o manipulację, musisz być w stanie wykazać, co było modyfikowane i w jakim celu.

  • Nie „upiększaj” dowodów w kryzysie: Pamiętaj, że zrzuty ekranu i nagrania mają być surowe. Dowód musi zachować swoją integralność, aby był wiarygodny dla platformy czy sądu.

Podsumowanie i szybka ściąga „emergency”

Walka z deepfake’ami i podszywaniem się pod markę to zawsze wyścig z czasem. Największą przewagę zyskasz dzięki gotowej procedurze: szybkiemu zbieraniu dowodów, precyzyjnym zgłoszeniom i jasnej komunikacji. Gdy ugasisz pożar, koniecznie skup się na wzmocnieniu fundamentów swojej marki.

Ściąga na wypadek „emergency” (skopiuj i zachowaj)

  1. Zabezpiecz dowody: Zbierz linki, wykonaj screeny z datami i nagraj ekran.

  2. Zgłoś treść na platformie: Wybierz odpowiedni powód (podszywanie się, oszustwo, wprowadzanie w błąd) i dołącz zebrane dowody. (Digital Services Act)

  3. Opublikuj komunikat kryzysowy: Poinformuj, że to nie Wy i wskaż listę oficjalnych kanałów komunikacji.

  4. Zabezpiecz finanse: Wdróż zasadę oddzwonienia innym kanałem, podwójną autoryzację oraz procedurę weryfikacji kont dostawców. (Konkret 24)

  5. Zbuduj „bezpieczną markę”: Uporządkuj kwestie prawne i sprawdź, czy Twój brand posiada realną ochronę. (Anna Cybulka)

Jeśli jesteś prawnikiem lub chcesz wejść głębiej w podstawy prawne (znak towarowy, procedury, platformy, AI Act) – przygotowałam osobną wersję tego tekstu: „To nie my”. Deepfake, podszywanie się pod markę i walka z czasem

Potrzebujesz naszego wsparcia? Napisz lub zadzwoń: + 48 606 306 405 – zwłaszcza gdy sprawa jest pilna.


Czytaj też:
→ „To nie my”. Deepfake, podszywanie się pod markę i walka z czasem (Anna Cybulka)
→ Spory i naruszenia praw IP | Ochrona znaków towarowych

Artykuł Deepfake z logo firmy: Plan działania SOS i poradnik krok po kroku pochodzi z serwisu Poraj Kancelaria Prawno-Patentowa.

]]>