Nie kropla – cyklon.
Monachium, OpenAI i „być albo nie być” twórców
Zacznijmy nie od AI, lecz od oka cyklonu.
Bo kiedy patrzymy na sztuczną inteligencję, łatwo dać się zahipnotyzować technologią — modelami, parametrami, promptami, trickami, szybkością, formą. A ja chciałabym, żebyśmy na chwilę spojrzeli w drugą stronę. Na to, co ten wir zasysa. Na teksty piosenek, wiersze, obrazy, zdjęcia — na całe życie twórców, które gdzieś tam, w środku maszyny, zostało… wchłonięte. AI to niesamowite narzędzia, to jednak biznes, ktoś na tym zarabia.
11 listopada 2025 roku Sąd Krajowy w Monachium (Landgericht München I) wydał wyrok, o którym — jestem przekonana — będziemy jeszcze długo rozmawiać (sygn. 42 O 14139/24). To jeden z pierwszych w Europie wyroków, który wprost mówi: trening generatywnej AI na cudzej twórczości bez licencji może być naruszeniem prawa autorskiego. I mówi to nie w imieniu wielkich platform. Mówi to — w imieniu twórców.
Po jednej stronie stanęła GEMA — niemiecka organizacja zbiorowego zarządzania, reprezentująca autorów i kompozytorów. Po drugiej — dwie spółki z grupy OpenAI: irlandzka (od grudnia 2023 udostępnia chatbota użytkownikom w Europie) i amerykańska (od premiery ChatGPT w listopadzie 2022) — odpowiedzialne solidarnie. Sedno sprawy? Modele GPT-4 i GPT-4o były trenowane m.in. na tekstach niemieckich piosenek. Bez zgody. Bez licencji. A potem, po prostym — jak podkreślił sąd, „nieprowokującym” — promptcie, ChatGPT potrafił odtworzyć te teksty niemal jeden do jednego.
Dziewięć utworów — i jeżeli uczyliście się niemieckiego lub interesowaliście muzyką niemiecką to z pewnoścą coś rozpoznacie. Lista utworów, których dotyczy ten wyrok jest mi w sporej części znana, częściwo jest w Niemczech “kultowa” i tym bardziej ten wyrok mnie osobiście także poruszył. I tak na liście w pozwie znalazł się „Atemlos” (Kristina Bach), „36 Grad”, „Bochum” i „Männer” Herberta Grönemeyera, „Über den Wolken” Reinharda Meya, „Junge”, oraz „Es schneit”, „In der Weihnachtsbäckerei” i „Wie schön, dass du geboren bist” Rolfa Zuckowskiego.
Zatrzymajmy się przy dwóch z nich. Bo zanim porozmawiamy o parametrach modelu, chciałabym, żebyśmy najpierw usłyszeli to, o co naprawdę toczy się gra:
YOUTUBE /SPOTIFY:
🎧 Reinhard Mey — „Über den Wolken” (posłuchaj) | https://open.spotify.com/track/0IG6goJ5aYDZDqahHQXjyf
🎧 Herbert Grönemeyer — „Männer”, live 1984 (posłuchaj) |https://open.spotify.com/track/2PfEAFaaLabTXfmlV58LIj
To nie są „dane treningowe”. To są piosenki, przy których ktoś płakał, tańczył, żegnał kogoś bliskiego, wzruszał się. I to je sąd w Monachium postanowił chronić choć one są kroplą w morzu ocenanu.
Teraz najciekawsze. OpenAI broniło się tak, jak branża AI broni się zwykle: model to „czarna skrzynka”, nie przechowuje żadnych danych, a wynik to statystyczna synteza, nie kopia — a zapamiętywanie tekstów nazwali „rzadkim błędem”. Sąd tego nie podzielił. Uznał, że jeśli utwór wchodzi do modelu jako input i wychodzi jako niemal identyczny output — to, dla celów prawa autorskiego, musi być w tym modelu również… zawarty.
To zjawisko ma swoją nazwę: memoryzacja. Zapamiętanie utworu w parametrach modelu. I właśnie to zapamiętanie sąd uznał za zwielokrotnienie (reprodukcję) w rozumieniu prawa autorskiego (§16 niemieckiej ustawy UrhG). Nie chodzi o techniczne detale, jak dokładnie tekst jest osadzony w modelu. Chodzi o to, że jest tam obecny — i daje się odtworzyć.
A co z wyjątkiem, na który tak liczy cała branża — text and data mining, czyli eksploracja tekstów i danych (art. 4 dyrektywy DSM, §44b UrhG)? Sąd rozłożył trening na trzy fazy: tworzenie zbioru treningowego, samo trenowanie modelu i jego używanie. I powiedział wprost: wyjątek TDM może obejmować analizę danych — ale nie obejmuje trwałego zapamiętania utworu w modelu. Bo memoryzacja nie służy już „pozyskaniu informacji”. A dodatkowo GEMA zastrzegła swoje prawa (opt-out – pisałam o takiej możliwości tutaj) — w warunkach licencyjnych i na stronie. Rozciągnięcie wyjątku na zapamiętywanie zostawiłoby twórców… bez ochrony.
I jeszcze jedno — moim zdaniem najważniejsze dla nas wszystkich, którzy patrzą na to z pewnej perspektywy lub od strony twórcy. Kto za to odpowiada? OpenAI próbowało przerzucić odpowiedzialność na użytkowników — to przecież oni wpisują prompt. Sąd się nie zgodził. To operator wybiera dane treningowe, projektuje architekturę modelu i decyduje o jego udostępnieniu. Odpowiada więc bezpośrednio — jak sprawca, nie jak pośrednik.
A teraz zobaczcie, co sąd realnie nakazał — bo to nie jest symboliczne orzeczenie.
Obie spółki OpenAI mają przestać zwielokrotniać te teksty i w samym modelu, i w odpowiedziach chatbota, pod groźbą kary do 250 000 euro za każde naruszenie. Mają przedstawić GEMA rozliczenie: ile razy to robiły i ile na tym zarobiły. Mają naprawić szkodę — przeszłą i przyszłą. A na koniec —także wymiar edukacyjny i medialny — GEMA dostała prawo publikacji sentencji wyroku na ćwiartce strony w „Süddeutsche Zeitung”, w dziale gospodarczym, na koszt OpenAI.
I tu dochodzimy do tego, co nie daje mi spokoju w sprawach związanych z AI. Skala.
Tu mówimy o dziewięciu utworach w jednej sprawie. Ale te dziewięć to maleńki, wybrany fragment — a sama memoryzacja, jak przyznano w sprawie, dotyczyć może co najmniej 1% danych treningowych. Choć szczerze to mam przeczucie, że dane te mogą się w rzeczywistości jeszcze bardziej różnić. Ile tekstów, wierszy, artykułów, zdjęć, melodii siedzi „zapamiętanych” w modelach, których używamy każdego dnia? Jak bardzo ta skala może zaważyć na być albo nie być twórców — na tym, czy pisanie, komponowanie, fotografowanie wciąż będzie istniało i umożliwało tworzenie i utrzymywanie się z takiej pracy? Trudno to sobie nawet wyobrazić.
Nie mówimy o naruszeniu „kropli” deszczu. Mówimy o prawdziwym cyklonie.
To jednak początek. Po pierwsze: wyrok nie jest prawomocny. OpenAI zapowiedziało apelację do Wyższego Sądu Krajowego w Monachium (OLG München), a ostatnie słowo i tak może kiedyś należeć do Trybunału Sprawiedliwości UE. I uczciwie — to nie był nokaut: część roszczeń sąd oddalił, a koszty rozłożył mniej więcej 80/20 na niekorzyść OpenAI. Zwycięstwo, ale z gwiazdką. Po drugie: za oceanem wiatr wieje inaczej. Amerykańskie sądy w sprawach przeciwko Anthropic czy Meta bywały dla firm AI o wiele łaskawsze. Ten sam problem, dwa światy — Europa, która pyta o twórcę , i USA, które pyta o innowację. Moim zdaniem chodzi o innowacje ale z poszanowaniem praw innych osób.
Są też pytania, które zostają otwarte. Czy każde zapamiętanie to już reprodukcja — czy tylko takie, które da się wydobyć „rozsądnym wysiłkiem”? I co z wykonaniem wyroku, skoro sama OpenAI twierdzi, że technologii „oduczania” modelu — po prostu nie ma? Czy faktycznie nie ma? Czy można to stworzyć lub jak to można rozwiązać?
Nie wiem, jak potoczy się apelacja. Mam jednak wrażenie, że w oku tego cyklonu — tam, gdzie na moment robi się cicho — pada dziś ważne pytanie. Nie „czy AI wolno się uczyć?”. Ale: „na czyj koszt?”.
Bo prawo autorskie nigdy nie było o tym, żeby zatrzymać technologię. Było o tym, żeby ten, kto tworzy, miał w tym wszystkim swoje miejsce. I swój głos.
Kropla drąży skałę. A cyklon? Cyklon potrafi zmienić mapę – mapę świata, mapę zawodów, mapę prawa.
Gdybyśmy mieli wypić razem kawę — o co chciałabyś, chciałbyś mnie przy tym wyroku zapytać? Napiszcie: acybulka@poraj.com. Naprawdę jestem ciekawa, co ta sprawa robi z Wami.
Do poczytania u źródła:
Wyrok w sprawie Gemma vs. OpenAI: [https://drive.google.com/file/d/16ClJJrqht2mmx4amRXQg2L3eGPNuCAnD/view?usp=drive_link
• Verfassungsblog — Munich Regional Court’s Ruling in GEMA v. Open AI
• Bird & Bird — Landmark ruling of the Munich Regional Court (GEMA v OpenAI)
• EUIPO — Recent case law: memorization and temporary copies in model training

